Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

10

Lip 10

Recenzja DLC Leliana’s Song

Nowa fryzura Leliany.

Ciepła letnia noc za oknem, gasną ostatnie światła, milkną ostatnie dźwięki muzyki, napisy końcowe leniwie wpełzają na ekran. Właśnie skończyłem najnowszy DLC do Dragon Age czyli Leliana’s Song. Uczucia? Najsilniejsze jest chyba rozczarowanie. Może to dla tego, że inaczej zrozumiałem opowieści naszej rudej łotrzycy podczas naszych pogawędek w obozowisku, zanim jeszcze utłukliśmy Archdemon’a… Mimo to postaram się być obiektywny pisząc niniejszą recenzję, bo może się zdarzyć, że moje wspomnienia Leliany wyblakły i nie pamiętam już dokładnie jak to było.

Jak zapewne się już zorientowaliście, dodatek pozwala nam wcielić się w rudowłosą Bardkę (czy słowo Bard można w ogóle odmienić w ten sposób?), tak dobrze znaną ze spotkania w Loathering i nieznośnego świergotania o tym jak to Stwórca nas kocha. Nowa, młodsza wersja naszej bohaterki różni się odrobinę od tego opisu. Poza związanymi w kucyk włosami, zauważymy te różnice bardzo szybko – ale to do odkrycia pozostawię wam. Akcja rozgrywa się o dziwo… w Fereldenie. Ciekawe czy tylko mnie wydawało się, że Leliana uciekła do Fereldenu po tym jak kłopoty i prześladowania wygnały ją z Orleis? Toteż spodziewałem się zobaczyć właśnie Orlais, nie zaś znowu utknąć w Denerim. Przynajmniej tym razem odwiedzamy to miasto w nocy, więc unikamy Gorima wciskającego nam swoje „Fine dwarven crafts” za każdym razem gdy go miniemy. Oczywiście po raz kolejny odwiedzamy także posiadłość Arla Denerim. Niewiem jak wy, ale po przejściu gry trzy razy, z czego raz elfką z miasta, ten budynek był ostatnim miejscem w którym znów chciałem się znaleźć. Jasne, z jednej strony powinniśmy skupić sie na opowiadanej intrydze i docenić, że dane nam usłyszeć kolejną opowieść która rozegrała się na ulicach dumnego klejnotu korony jakim jest Denerim. Z drugiej strony jednak, trudno pozbyć się uczucia, że twórcy poszli na łatwiznę wykorzystując lokacje już istniejące, dodając jedynie akcję i dialogi. Drugą rzeczą która trochę mnie rozczarowała jest fakt, że Leliana nie działa sama. Odniosłem wrażenie, że Bard będący po części szpiegiem i złodziejem, będzie poruszał się korzystając z cienia i ciszy, unikając zbędnej walki. To mógł być rewolucyjny krok dodający nowy wymiar rozrywki do Dragon Age’a – misja wymagająca skradania się, krycia się w ciemności, cichego zabijania strażników – ot, klimatu takich tytułów jak Thief czy Splinter Cell. To było by coś nowego, klimatycznego. Tak jednak się nie dzieje i Leliana dostaje pod komendę dwóch najemników – krasnoludzkiego woja imieniem Tug, oraz Sketch’a – elfiego maga o dziewczęcej aparycji. Ten pierwszy będzie naszym „tankiem”, podczas gdy elf jest Spirit Helaer’em co czyni go grupowym uzdrowicielem. Tak – klasyczny rpg’owy team – łotrzyk, wojownik z tarczą i leczący ich czarodziej. Skradania się i subtelności nie będzie wcale, gdyż wszędzie wpadać będziemy taranem, mordując strażników w ilościach dość sporych. Naprawdę, nie tak wyobrażałem sobie działalność Bardów którzy mieli być subtelni i wyrafinowani.

Na szczęście jest kilka dobrych stron tego dodatku. Przede wszystkim jest to muzyka. Przez cały czas grania w Dragon Age, brakowało mi momentu w którym Leliana zagrała by nam na lutni, jak na barda przystało. Pieśn Leliany trochę nam to rekompensuje – w tle słychać przyjemne odgłosy gitary klasycznej, czasem imitującej lutnie i melodie jakie słychać było na niejednym dworze królewskim, a czasami przechodzi w dźwięki flamenco i niepokojące, smutne nuty. To wszystko okraszone głosem jakby należącym do głównej bohaterki, zapewnia magiczny klimat, jakże pasujący do upalnej letniej nocy i płonących ognisk letniego przesilenia. Choćby dla samej muzyki, warto zagrać w ten DLC. Kolejnym miłym zaskoczeniem jest system dialogów zapożyczony z serii Mass Effect. Tym którzy nie grali, już wyjaśniam. Otóż, opcje dialogowe prezentują jedynie sens wypowiedzi, a po dokonaniu wyboru Leliana wypowiada pełną kwestię. Jest to świetny pomysł gdyż bohater posiadający własny głos, nabiera głębi i charakteru. Mamy okazję poznać Rudą od strony której nie znaliśmy, a cały dodatek wydaje się przez to bardziej spójny. Widać wyraźnie, że to właśnie miało być gwoździem programu. Ostatnim plusem Leliana’s Song, jest długość rozgrywki oraz mnogość szczegółów. Jeśli jesteśmy dociekliwi i każde pomieszczenie zwiedzamy dwa razy, z wciśniętym klawiszem TAB – czeka nas około dwóch godzin zabawy. Jeśli lubimy czytać wpisy w kodeksie – dowiemy się o przeszłości naszej bohaterki naprawdę sporo.

Podsumowując, DLC nie wprowadza do rozgrywki niczego nowego. To ta sama taktyczna rzeźnia co zwykle, a bohaterowie drugoplanowi mimo pewnej dozy osobowości raczej nie zagoszczą w naszej pamięci tak długo jak np. Duncan czy Loghain. Myślę, że dodatek naprawdę spodobać się może jedynie wyjątkowo gorliwym fanom Dragon Age, szczególnie tym którzy większość czasu gry spędzili w towarzystwie Leliany. Ja osobiście jestem raczej rozczarowany, gdyż nie wykorzystano możliwości jakie pomysł tego dodatku ewidentnie oferował. Całość oceniam na 5/10 – przeciętnie, można zagrać raz, góra dwa. Warto zaś zdobyć achievment Provocatour – odblokowujący nam bardzo fajną zbroję skórzaną do użycia w podstawowej wersji gry oraz dodatku Awakening.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier