Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

10

Sty 11

„Ja. Inkwizytor – Dotyk Zła”, recenzja

Nowa książka Jacka Piekary jest drugą z cyklu „Ja. Inkwizytor”, zaplanowanym wstępnie na tetralogię. Głównym bohaterem jest oczywiście nie kto inny, jak nasz uniżony sługa- inkwizytor Mordimer Madderdin. Cykl ten traktuje o przygodach Mordimera za czasów, kiedy dopiero zaczynał swą karierę. Możemy zatem usytuować cały cykl pomiędzy pierwszymi książkami Jacka Piekary, a pierwszym tomem z cyklu Płomień i Krzyż, gdzie poznajemy wczesną historię Mordimera, zanim jeszcze został pełnoprawnym inkwizytorem.

„Dotyk Zła” zawiera w sobie dwie mini powieści. Pierwsza z nich, tytułowy Dotyk Zła sprowadza naszego ulubionego inkwizytora do malej wioski, w której zupełnie przez przypadek natrafia na ślad ciemnych mocy. Już na wstępie można zatem powiedzieć że scenariusz całej historii jest dosyć nieskomplikowany. Mordimer za namową znajomego jedzie do małej, oddalonej od świata mieściny, gdzie przy okazji załatwiania spraw niezwiązanych zupełnie z domeną inkwizycji, przypadkowo zostaje wplatany w mroczną intrygę, której finał poznajemy dopiero na ostatnich stronach powieści. Sama koncepcja tego opowiadania jest dosyć prosta, ale dzięki Jackowi Piekarze nie sposób się od niej oderwać. W chwili, kiedy wydaje się nam, że przejrzeliśmy już historię przyszykowaną nam przez autora okazuje się, że niczym biedne, zabłąkane boże owieczki jedynie przechadzaliśmy się nieświadomie po obrzeżach całej intrygi.

Trzeba jednakże zaznaczyć, że sylwetka głównego bohatera przedstawiona w tym opowiadaniu jest o wiele bardziej dojrzała niż ta z pierwszej części tego cyklu. Bardziej przypomina już doświadczonego inkwizytora znanego nam ze „Sługi Bożego”. W porównaniu do „Ja. Inkwizytor – Wieże do Nieba” mamy tutaj do czynienia za sporym przeskokiem. Po „Dotyku Zła” spodziewałem się jednak bardziej niedoświadczonego, zielonego Mordimera, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki na światłej drodze żarliwego krzewienia wiary. Jak na początkowe lata po ukończeniu akademii inkwizytorium, nasz uniżony sługa mógłby być troszkę mniej obeznany ze swoim fachem i ludzką niegodziwością.

W pierwszej mini powieści mamy do czynienia z kwintesencją tego, czym jest zawód inkwizytora, czyli prowadzeniem śledztwa, przesłuchiwaniem i przysłowiową „pogonią za czarownicą”. W przypadku drugiego opowiadania jest już zupełnie inaczej. Zdecydowanie więcej w nim Madderdina – człowieka, niż Madderdina – inkwizytora. Zaskakujące jest też tło opowieści, a postać ukochanej Mordimera, która z początku wydała mi się dosyć prosta okazuje się o wiele głębsza i bardziej skomplikowana niż można było przypuszczać. Podobnie jak w przypadku Dotyku Zła, tak i w Mleku i Miodzie po prostu nie sposób przewidzieć, jakie będzie zakończenie. Muszę jednak przyczepić się w tym miejscu do jednej rzeczy. Czytając to opowiadanie miałem ciągle wrażenie wymieszania ze sobą dwóch bardzo wyraźnych wątków, co troszeczkę psuło mi odbiór całości. O ile jeden z nich zostaje ostatecznie wyjaśniony, o tyle ten drugi już nie. I nie mam tutaj na myśli literackiego niedopowiedzenia, co byłoby usprawiedliwieniem dla autora. Mogę pokusić się o stwierdzenie, iż Mleko i Miód to tak naprawdę materiał na dwa oddzielne opowiadania i moim skromnym zdaniem tak to właśnie powinno było zostać rozwiązane, gdyż w postaci jednej długiej historii te dwa przeplatające się wątki powodują pewien niemiły dysonans. O ile w przypadku Dotyku Zła mam wrażenie, że przeczytałem bardzo dobrą, dopracowaną od początku do końca historię, o tyle Mleko i Miód pozostawiło we mnie lekki niedosyt i aż się prosi, aby autor pociągną ją dalej. Może posłuży ona jako punkt wyjściowy do zupełnie nowej powieści? Wydaje mi się, że jest to rzecz warta rozważenia.

W swoich powieściach Jacek Piekara przyzwyczaił nas, że na końcu zawsze pojawia się coś w rodzaju wielkiego finału wieńczącego daną książkę. Zwykle wydarzenia przedstawione w ostatnim opowiadaniu z danego tomu stanowiły swoisty punkt zwrotny w życiorysie Mordimera. W przypadku najnowszej powieści nic takiego jednak nie ma miejsca. Wydarzenia przedstawione w opisywanych historiach na pewno mają pewien wpływ na kształtowanie się późniejszej sylwetki bohatera, ale nie ma tutaj niczego wyrazistego, do czego zostałem przyzwyczajony po lekturze wcześniejszych książek o naszym ulubionym inkwizytorze. Może jest to zabieg celowy? Biorąc pod uwagę, że jest to w zasadzie druga z planowanych czterech książek w tym cyklu, wydaje się to wystarczającym wyjaśnieniem. „Ja. Inkwizytor – Dotyk Zła” przedstawia pewne przygody z życia Mordimera, jednakże nie wydają się ona być niczym przełomowym w kontekście całej jego historii. Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że z  następnym tomem z tego cyklu może być podobnie, gdyż są to powieści „środka” tetralogii. W tym kontekście taka, a nie inna forma wydaje się być właściwa, mimo iż stanowi pewne odejście od przyjętego dotychczas rozwiązania, z którym spotykamy się we wcześniejszych powieściach o Mordimerze Madderdinie.

LogoPo przeczytaniu najnowszej książki Jacka Piekary mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jej pozycja na liście bestsellerów jest jak najbardziej zasłużona. Autor przekazuje w nasze dłonie dwa bardzo dobrze napisane opowiadania, od których ciężko jest się oderwać. Mimo, że jako osoba ze wszech miar czepialska mam do nich pewne zastrzeżenia, to jednak w niczym nie umniejsza to faktu, że dla miłośników fantastyki (a fanów inkwizytora Madderdina w szczególności) jest to pozycja po prostu obowiązkowa.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier