Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

21

Cze 11

„Czarna Bandera”, recenzja

Yarrr! Z takim oto okrzykiem zabrałem się do czytania Czarnej Bandery, autorstwa wybitnego pisarza – historyka, Jacka Komudy. Po przeczytaniu książki muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony. Do tej pory twórczość Jacka Komudy oznaczała dla mnie przede wszystkim podróż w czasy Rzeczpospolitej Szlacheckiej, dlatego dosyć ostrożnie podchodziłem do powieści o korsarzach i morskich skarbach. Jednak i tym razem pisarz sprostał zadaniu, a my otrzymujemy solidna porcję pirackich opowiadań!

Przede wszystkim Czarna Bandera to zbiór niepowiązanych ze sobą historii, w których przemierzamy morza i oceany XVIII – wiecznych Karaibów. Bohaterowie tych opowiadań to nie honorowi szlachcice, ale w większości brutalni i pozbawieni skrupułów piraci. Autor w bardzo żywy sposób opisuje miejsca oraz wydarzenia, w których biorą oni udział. Idealnie oddaje on klimat pirackich miast, gdzie życie jest tańsze od szklanicy rumu i gdzie praktycznie każda osoba to zbir, łotr, lub sprzedajna dziewka. W takich oto bowiem realiach przychodzi nam stale przebywać w Czarnej Banderze.

Autorowi szczególnie mocno przypadł do gustu Port Royal, będący dawną stolicą Jamajki, która pojawia się niemalże w każdym opowiadaniu. Nie bez powodów pisarz szczególnie mocno upodobał sobie to miejsce, albowiem zgodnie z opinią historyków to właśnie Port Royal był główną siedzibą piratów, zbrodniarzy oraz wszelkiego możliwego plugastwa. Swoją drogą Port Royal występuje też w filmie „Piraci z Karaibów”.

W książce nie zabraknie również typowej atmosfery panującej na pirackich okrętach. Niczym filmowiec, Komuda w barwny i niezwykle wyrazisty sposób kreuje nam sylwetki piratów, ich zachowania oraz motywy nimi rządzące. To nie są grzeczni chłopcy, ale zaprawieni w okrucieństwie mężczyźni, którzy nie szczędzą ostrych i wulgarnych słów. Dialogi są niezwykle burzliwe, toteż osobom, którym duże nagromadzenie wulgarnych epitetów przeszkadza, mogą momentami poczuć pewien niesmak. No, ale co poradzić? Autor nie ugrzecznia dialogów i zachowań swoich bohaterów. Pozwala im się zachowywać tak, jak wyjęci z pod prawa korsarze zachowywaliby się naprawdę, ze wszelkimi tego konsekwencjami, również językowymi.

W Czarnej Banderze spotkamy się z wieloma nawiązaniami do świata fantastycznego, głównie tego z morskich opowiadań o statkach widmo, skarbach na których ciąży straszliwa klątwa oraz potworach. Bądź co bądź, jest to przecież książka fantastyczna, a zatem i tych elementów nie mogło tutaj zabraknąć. I w tym miejscu po raz kolejny odznacza się kunszt Jacka Komudy jako historyka, albowiem starał się on przede wszystkim wpleść w swoje historie te elementy fantastyczne, które pojawiały się w autentycznych przekazach i żeglarskich legendach. Wszystko to zostało zręcznie wkomponowane w historie, które z pozoru wydają się być zwykłymi pirackimi przygodami. O ile oczywiście możemy mówić o czymś takim jak „zwykła, piracka przygoda”.

Nie ma jednak róży bez kolców i w przypadku Czarnej Bandery jest coś, na czym się bardzo solidnie pokłułem. Jak wspomniałem, opisy prezentowane przez autora są bardzo realistyczne, ale o ile nie jest się zapalonym znawcą XVIII-wiecznego żeglarstwa, to szanse na to, że zrozumie się wszystko, o czym pisze autor, są bardzo mało prawdopodobne. Osobiście  momentami w ogóle nie rozumiałem, co czytam. Bez słownika terminologii żeglarskiej ani rusz. Jacek Komuda bardzo rzetelnie wszystko opisał, ale czasem stopień nagromadzonych specjalistycznych zwrotów i wyrażeń jest po prostu za duży. Żeby w pełni cieszyć się powieścią, trzeba być fanem żeglarstwa i znać się na fachowym słownictwie. Problem ten można było rozwiązać w bardzo prosty sposób i aż dziw bierze, czemu nie zostało to zrobione. Mianowicie wystarczyłoby poświęci jedną lub dwie strony na słowniczek pojęć używanych w zbiorze opowiadań. Na pewno bardzo by to pomogło w odbiorze książki, gdyż ciągłe wspomaganie się słownikiem podczas czytania powieści nie jest czymś, co tygrysy lubią najbardziej.

Podsumowując, w Czarnej Banderze znajdziemy sześć bardzo dobrze napisanych opowiadań, w pełni oddających piracki klimat tamtych czasów. Pełnokrwiści, interesujący bohaterowie, nieustanne zwroty akcji, jak również trzymająca w napięciu fabuła, w dodatku wszystko to osadzone w bardzo wiernie odwzorowanych historycznych realiach minionych czasów – wszystko razem to kawał solidnej roboty. Taka właśnie jest Czarna Bandera i dlatego też gorąco polecam tę książkę. Zwłaszcza fanom żagli i morskich opowieści.

 




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier