Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

10

Sie 10

Relacja z Dni Jakuba Wędrowycza 2010

Jak to bywa na początku każdego większego wyjazdu nasza przygoda zaczęła się od problemów. Na samym wstępie musieliśmy zmienić samochód, co wiązało się ze sporymi opóźnieniami, następnie trzeba było zebrać ekipę PodGK rozproszoną po Warszawie, co oczywiście oznaczało dalsze opóźnienia. Jednakże, jak przystało na dobrze zorganizowaną drużynę pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu i…

I wyruszyliśmy! Przed nami było kilka godzin jazdy, które to jednak upłynęły nam nadspodziewanie szybko oraz, co najważniejsze przyjemnie. W końcu nie ważne gdzie i jak, ważne z kim, a towarzystwo było doborowe. Przez całą drogą niezawodny Dexter zabawiał wszystkich anegdotkami i opowieściami, a wszystkim osobom w samochodzie odbiła przysłowiowa głupawka, na zmianę przeplatana chwilami poważnych rozmów o życiu i śmierci, oraz tankowanie samochodu. Pod Lublinem towarzystwo zatrzymało się w karczmie Bida, o której nie można tutaj nie wspomnieć. Za bardzo malutkie pieniądze całą czwórka najedliśmy się jak nigdy dotąd. Jadło pierwsza klasa- i smaczne, i tanie, a przede wszystkim nie przekłamują na porcjach. Nikomu nie udało się zmęczyć do końca własnych porcji, były po prostu za duże.

W dobrych nastrojach, z pełnymi żołądkami i z poczuciem, że na tym świecie są jeszcze miejsca gdzie można dobrze zjeść za normalne pieniądze wyruszyliśmy w dalsza drogę. Mimo pewnych obaw dotarliśmy do celu bez przeszkód, a trasa okazała się całkiem prosta. Minęliśmy tablicę oznajmiającą nam, że jesteśmy w Wojsławicach, przejechaliśmy kawałek i… Fallen popisał się swoimi zdolnościami prowadzenia samochodu, kiedy to nagłym skrętem kierownicy wyminął leżącego na ulicy pijaczka. Chwilkę później minęliśmy kapliczkę i wjechaliśmy na teraz szkoły, gdzie już z dala słychać było śpiewy i gitarę. Dojechaliśmy.

Szybkie rozbijanie namiotu o 2 w nocy w kompletnych ciemnościach i już siedzieliśmy razem z uczestnikami konwentu przy dogasającym grillu i grającej gitarze. Cała noc upłynęła na rozmowach i śpiewach. Nie wiadomo kiedy przyszedł dzień, a dookoła zrobiło się jasno i nieznośnie gorąco. Niestety na sen nie było już czasu.

Pierwszy dzień konwentu rozpoczął się od zwiedzania pobliskich sklepów i konwentowego śniadania. Następnie przyszedł czas na odwiedzenie games roomu, w którym do dyspozycji konwentowiczów było bardzo dużo sympatycznych gierek. Szczególna popularnością cieszyły się Zombiaki II – Atak na Moskwę, w które później rozegrany został turniej. Ekipa PodGK oczywiście wzięła w nim udział, ale niestety bez większych sukcesów. Trzeba ponadto dodać, że karcianka jest super i trafiła na listę przyszłych zakupów naszego serwisu. Podobnie bardzo pozytywne wrażenie wywarła na nas Battlestar Galactica, która to przez następne dwa dni konwentu właściwie w ogóle nie była chowana do pudełka.

Pierwszą atrakcją konwentu był „Triatlon gumofilcowy”, podczas którego na zawodników czekały rozmaite i bardzo wymagające zadania. Będąc w Wojsławicach nie mogło zabraknąć rzutu gumofilcem, podobnie jak biegu z gumofilcem na czas (oficjalnie czyszczenie gumifilca na czas, ale więcej zabawy było w bieganiu), a także malowania gumofilca. Zaiste prawdziwy Wojsławicki triatlon. Zaraz po pierwszych konkursach przyszedł czas na turniej walki na broń konwentową (otulinowce). I tym razem zespół PodGK musiał uznać wyższość młodszych przeciwników. Wojownicy nie żałowali sobie razów, ale na szczęście jakimś cudem broń wytrzymała do końca turnieju, toteż można powiedzieć, że wszystko odbyło się bez zakłóceń i prawie bez ofiar. W międzyczasie cześć ochotników wzięła udział w innym konkursie, tj. “W poszukiwaniu skarbu Jakuba Wędrowycza”, w którym dzielni poszukiwacze przygód wyruszyli „w miasto” na poszukiwanie tytułowego skarbu Jakuba Wędrowcza. Co nim było? Niestety nie udało nam się tego dowiedzieć. Oprócz konkursów i gier w games roomie, można było także wziąć udział w warsztatach rzeźbiarstwa z Ryszardem Staiński. Panie Ryszardzie, rzeźby Jakuba Wędrowycza po prostu genialne, gratulujemy dużego talentu.

W ten oto sposób minęła pierwsza część dnia. Wszystko byłoby naprawdę wspaniale gdyby nie straszne upały, które dawały się wszystkim we znaki. Tutaj należą się podziękowania Fabryce Słów, która to zasponsorowała konwentowiczom prysznic, za który wszyscy są dozgonnie wdzięczni. Wraz z zachodzącym słońcem przyszła pora na wieczorna część atrakcji i na terenie konwentu pojawiła się Lubelska Grupa Ekspedycyjna odtwarzająca U.S. Marines. Stroje i broń naprawdę robiły wrażenie. Można było sobie troszkę postrzelać do puszek, porozmawiać o armii, sprzęcie i misjach wojskowych. Po tym, jakże przyjemnym spotkaniu wszyscy wspólnie udali się na wieczorne koncerty odbywające się na placu targowym w Wojsławicach. Specjalnie z Warszawy na obchody DJW przyjechały punk-rockowa ekipa Mechanika Płynów oraz rockowo-folkowe Leśne Licho. Razem z uczestnikami konwentu na koncercie bawili się okoliczni mieszkańcy, a same występy stanowiły element festynu „W kręgu Wojsława”, zorganizowanym przez Gminne Centrum Kultury w Wojsławicach. Wszyscy bawili się wyśmienicie, kapele były doskonałe, ale niestety wszystko, co dobre kiedyś się kończy, i tak skończyły się i koncerty, po których nastąpiły pokazy ogniowe. Gdy zakończył się ostatni spektakl trzeba było wracać na tereny konwentowe, jednakże nie był to koniec atrakcji przeznaczonych na ten wieczór. Późnym wieczorem odbyły się drugie pokazy ogniowe i trzeba przyznać, że zapierały dech w piersiach. Patrząc na cuda wyczyniane przez akrobatów aż dziw bierze, że obeszło się bez poważniejszych urazów (nie licząc spalonych brwi). A po ogniach były już tylko śpiewy, tańce, pieczone kiełbaski, napoje chłodzące…

W zasadzie w ten sposób można by zakończyć opis pierwszego dnia, jednakże warto jeszcze napisać o prelekcjach-tych, które się odbyły, i tych, które się nie odbyły. Naszej ekipie udało się wziąć udział w spotkaniu autorskim, pt. “Debiut na rynku polskiej literatury fantastycznej – łut szczęścia, coś zwyczajnego, zrządzenie niebios, czy może jeszcze coś innego?”, którego to gościem honorowym był Stefan Darda, autor między innymi cyklu „Czarny Wygon”. Niestety, z przyczyn osobistych swoja obecnością nie mógł nas zaszczycić Andrzej Pilipiuk, autor opowieści o Jakubie Wędrowyczu. Z tego miejsca pragniemy wyrazić głęboki smutek z powodu Pańskiej straty, wszyscy Pana fani, łącznie z serwisem PodGK trzymają za Pana kciuki i składają głębokie kondolencje.

Na konwencie nie pojawił się także Jakub Ćwiek, a przyczyny absencji pisarza są owiane głęboką tajemnicą. Szkoda, może uda się następnym razem.

Ostatni dzień konwentu był podobnie upalny jak dwa poprzednie, toteż każdy był już mocno śnięty i zmęczony, taka tez była atmosfera panująca w obozie. Zwijanie namiotów, żegnanie się i wymienianie kontaktami towarzyszyło nam już do końca imprezy. Jedyną z niewielu atrakcji było pojawianie się ekipy telewizyjnej, dla której kilku dzielnych śmiałków wyruszyło poza mury konwentowych obozów „Śladami Jakuba Wędrowcza”. Chętne osoby mogły także uczestniczyć w “Łatwym konkursie komiksowo – obronnym” prowadzonym przez Magdę „Lenay” Filip.

W końcu przyjechała ekipa, która rozpoczęła wynoszenie ławek i krzesełek ze szkoły, w której tymczasowo mieściła się siedziba główna konwentu, i tak ekipa PodGK po pożegnaniu się z konwentowiczami wyruszyła w drogę powrotną do Warszawy, podczas której ponownie postanowiliśmy odwiedzić Karczmę Bida. I zapewne od tej pory zawsze będziemy się tam zatrzymywać, jak tylko będziemy w pobliżu. Biorąc pod uwagę dużą ilość konwentów odbywających się na Lubelszczyźnie, mogą to być dosyć częste odwiedziny.

Na zakończenie kilka słów podsumowujących. Mimo piekielnego upału, braku snu i części atrakcji, które się odbyły uważamy Dni Jakuba Wędrowcza za bardzo udane. Nie był to jednak konwent fantastyki w ścisłym znaczeniu tego słowa, po prostu bardziej przypominało to zjazd fanów fantastyki na długi weekend, by wspólnie przy piekących się kiełbaskach oraz zimnych napojach pogadać i pośpiewać. Harmonogram całego konwentu także traktowany był w sposób dość elastyczny, czego powodem było chociażby to, że część zaplanowanych atrakcji po prostu nie mogła się odbyć z tych, czy innych powodów. Mimo wszystko organizatorzy dobrze wczuli się w nastrój i potrzeby konwentowiczów. Dzięki temu i wspaniałej atmosferze na pewno w przyszłym roku większość ludzi powróci do Wojsławic. Ekipa PodGK na pewno tam będzie!DSC02735

Zapraszamy do działu Galeria, w którym znajdują się setki zdjęć z naszego wyjazdu na Dni Jakuba Wędrowycza.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier