Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

31

Sty 12

Fragment powieści „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich”

Nieśmiertelność zabije nas wszystkich

Drew Magary

Fragment 1 (rozdział 1 i rozdział 2)

 

 

„NIEŚMIERTELNOŚĆ ZABIJE NAS WSZYSTKICH”

 

To hasło można przeczytać na murach wzdłuż całej Pierwszej Alei. Jeśli byliście ostatnio w centrum, musieliście je widzieć. Proste czarno-białe plakaty. Niczym niewyróżniający się druk. Żadnego wymyślnego kroju czcionki, brak wyrafinowanego tła. Nie podano nawet adresu strony internetowej. Widnieje na nich jedynie to zdanie, powtarzane raz po raz, z góry na dół. Kiedy obok nich przechodziłem, były bardzo czyste, zupełnie jakby rozwieszono je zeszłej nocy. Zbliżając się do przecznicy, zauważyłem jednak, że jeden plakat został już pomazany. Drugi od dołu. Ktoś tanim niebieskim długopisem dopisał inne zdanie. Krótkie, lecz dobitne: ALE NIE MNIE.

Lekarz, z którym byłem umówiony, ma mieszkanie w pobliżu St. Bridge 59. Adres dostałem od zaprzyjaźnionego bankiera. Powiedział mi, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent jego znajomych z branży rzuciło się na lekarstwo, gdy tylko pojawiło się na czarnym rynku. Jeżeli więc znacie jakiegoś finansistę, nie będziecie mieć problemu z uzyskaniem nazwiska specjalisty, który zaaplikuje wam kurację. Nawet teraz, po aresztowaniach i po tym, co wydarzyło się w Oregonie. Prawdę powiedziawszy, łatwiej o ten specyfik niż o gram trawki. Tak przynajmniej wyglądało to w moim przypadku. Wystarczył mi adres i zapisany na skrawku papieru numer telefonu. To wszystko.

Byłoby lepiej, gdybym musiał się bardziej wysilić, na przykład przemierzyć ocean i wybić hordę krwiożerczych łowców głów, rozwiązać kilka hermetycznych zagadek, zadanych mi przez złego strzegącego mostu trolla lub choćby pokonać w pojedynku karate jakiegoś wielkiego faceta. Coś w tym stylu. Nie musiałem jednak robić prawie nic i wcale nie czułem z tego powodu wyrzutów sumienia. Nadal nie czuję. W chwili, kiedy dotarło do mnie, że naprawdę mogę zdobyć lekarstwo, natychmiast go zapragnąłem. Zapałałem żądzą tak czystą, jakiej nie czułem nigdy przedtem. Większą niż żywiłem wobec jakiejkolwiek kobiety. Chciałem go bardziej niż wody w chwilach pragnienia. Zazwyczaj wszystkie moje decyzje są zmuszone brnąć przez niekończącą się ścieżkę biurokracji sumienia. Ta jedna nie. Ów impuls zdołał ominąć wszelkie tego rodzaju nonsensy, przemknął przez gęstwinę wahania i ukazał się mnie tak samo nieskalany jak wówczas, gdy narodził się w głębi mojego umysłu. To była potrzeba. Głód. Gwałtowny przymus, odporny na logikę i rozsądek. Przemożna chęć, by nigdy nie poddać się śmierci, opierała się dowolnie mocnym argumentom.

[…]

 

 

2

„TYLKO ŚMIERĆ TRZYMA NAS W RYZACH”

 

Wiem, że to zwykły zbieg okoliczności, a jednak poczułem się niekomfortowo. Papież oficjalnie pogroził wszystkim nieśmiertelnym akurat w połowie mojego obowiązkowego czasu na namysł. Ten artykuł pojawił się w sieci dziesięć minut temu:

 

Watykan grozi ekskomuniką osobom poszukującym lekarstwa

Wyatt Dearborn

 

Budapeszt (AP) – Papież wyraził dziś najostrzejsze dotychczas potępienie lekarstwa na śmierć, oficjalnie wprowadzając korzystanie z niego na listę grzechów i ogłaszając, iż osoby, które zdecydowały się na kurację – w tym duchowni – zostaną na trwałe usunięte z Kościoła katolickiego.

Papież pielgrzymujący po Europie Wschodniej z rozmysłem wybrał na miejsce ogłoszenia edyktu właśnie Budapeszt. Węgry są – obok Rosji, Brazylii i Holandii – jednym z czterech krajów rozwiniętych, które oficjalnie zalegalizowały lekarstwo.

„Ten specyfik stanowi obrazę Pana i Jego dzieła – oświadczył liczącemu blisko siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi tłumowi wiernych zebranych na Stadionie Ferenca Puskasa. – Co więcej, godzi również w naszych bliźnich. Czy będziemy w stanie czuć się odpowiedzialni jeden za drugiego, wiedząc, że stawienie się przed Sądem Bożym można odsunąć w nieskończoność? To śmierć sprawia, iż korzymy się przed Najwyższym – świadomość, że nasze życie dobiegnie końca i że będziemy musieli zdać rachunek z własnych uczynków. Jeżeli nie odpowiemy za nie przed Panem, to przed kim? Tylko śmierć trzyma nas

w ryzach”.

Następnie papież przestrzegł:

„Boskiego osądu nie da się uniknąć. Nawet jeśli przeżyjemy kolejne sto tysięcy lat. Także nasza planeta i ogrzewające ją słońce są rzeczami przemijającymi. Na tym świecie nie ma wieczności, a wiara w nią stanowi bluźnierstwo. Dlatego też od dnia dzisiejszego począwszy, Watykan oficjalnie uznaje korzystanie z lekarstwa za grzech i nakłada na wszystkie takie osoby nieodwołalną ekskomunikę”.

Zgromadzeni wierni powitali słowa głowy Kościoła pełnym czci milczeniem. Przed stadionem jednak zebrały się tysiące demonstrantów, niemal wyłącznie ludzi młodych.

„Papież wcale nie potępił nas – powiedziała Sasza Delvic, dwudziestotrzyletnia studentka. – Potępił jedynie własny Kościół, skazując go na istnienie w mroku ignorancji. Jak może oczekiwać, że katolicy pogodzą się po prostu ze śmiercią, podczas gdy wszyscy inni

dokoła pozostaną zdrowi i szczęśliwi? To szaleństwo. Miliony ludzi odwrócą się od religii”.

„Ludzie nie powinni go słuchać – dodała Delvic. – To po prostu głupi starzec”.

Podejrzewa się, iż wybór Budapesztu na miejsce ogłoszenia tej decyzji stanowi próbę nacisku na węgierski rząd, by wprowadził antylekowe ustawodawstwo. Do tej pory jednak, w tym kraju o jednej z najmłodszych populacji na świecie, niewielu polityków wypowiada się o podobnym pomyśle przychylnie.

 

W dzieciństwie uważałem religię za rodzaj ubezpieczenia na wypadek śmierci. Tak ją przedstawiali telewizyjni kaznodzieje. Lepiej wierzyć w Boga, niż nie wierzyć, ostrzegali, tak na wszelki wypadek. Istnieje przecież możliwość, że staniemy u wrót Raju jako niewierzący i uświadomimy sobie, iż to chrześcijanie mieli przez cały czas rację. Była to bardzo pomysłowa argumentacja. Sprawiła, że niemal zacząłem chodzić do kościoła. Nigdy co prawda nie poszedłem, ale jednak.

Zastanawiam się, czy teraz można uznać lekarstwo za ubezpieczenie na wypadek religii. Co jeśli papież się myli? Gdybym zrezygnował z kuracji i umarł w wieku siedemdziesięciu lat, by zadowolić nieistniejącego Boga, poczułbym się jak skończony frajer. Nie lepiej przeżyć jeszcze kilka tysięcy lat, tak na wszelki wypadek?

Zapewne w końcu się tego dowiem. W jakimś bardzo, bardzo odległym końcu. Do przyjęcia lekarstwa zostało mi jeszcze dwanaście dni.

Data modyfikacji:

6/08/2019, 19.05




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier