21
lip 10
Autor: Dexter | Kategoria: Kontuar, Konwenty, Recenzje
Podczas V edycji Dni Jakuba Wędrowycza mieliśmy okazję zapoznać się ze sporą ilością planszówek i karcianek. Niestety upał utrudniał konstruktywne myślenie więc z racji 16 stronicowych instrukcji cześć ambitnych gier musiała zostać odsunięta na później. Oprócz genialnej pod względem taktyki i prostoty gry Zombiaki, na stół trafiła gra o której nigdy bym nie pomyślał gdyby nie fakt, że zwyczajnie namówiono mnie do rozgrywki.
Gra jest niemal anty-ambitna, ale to w niczym nie przeszkadza. W jej skład wchodzą karty z czterema typami owoców, występujących w ilościach od jednego do pięciu oraz recepcyjny dzwonek. Chodzi o to by każdy gracz po kolei wykładał karty na stół, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W momencie kiedy na stole znajdzie się dokładnie pięć takich samych owoców, osoba która pierwsza uderzy w dzwonek (tak by zabrzmiał, co wcale nie jest takie proste) zbiera wszystkie karty na stole. Gdy graczowi zabraknie kart – przegrywa.
Oczywiście gra była pomyślana dla młodszych odbiorców i rodzin, oferując bezstresową zabawę. Cóż, jeśli siądzie do niej 6 dorosłych facetów… może dojść do urazów i uszkodzeń ciała. Im bardziej się wkręcamy tym szybciej reagujemy na zmiany kart na stole, a po chwili rozpoczyna się pierwotna walka o dzwonek. Serio – gdybym sam nie zagrał, w życiu nie wziął bym do ręki pudełka z tą grą, nie myśląc już w ogóle o graniu w nią. Jednakże gdy się przełamiecie, ta karcianka może stać się jedną z głównych atrakcji imprezy, budząc niespodziewane emocje i żądzę rywalizacji.
Na koniec, by nie być gołosłownym, proponuję dwa linki: tutaj znajdziecie fragment mojej rozgrywki w Halli-Galli, natomiast na stronie rebel.pl możecie poczytać więcej o samej grze, oraz przełamać się i ją kupić ;)
Źródło: PodGK