Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

30

Sie 12

Karczma

Obudził mnie strumień zimnego piwa. Otworzyłem oczy i przetarłem mokrą twarz, rozglądając się dookoła. Dopiero po chwili, kiedy zobaczyłem, że leżę na podłodze w karczmie, przypomniałem sobie, co zaszło. A już miałem nadzieję, że to zwykły sen…

-Wiedziałem, że piwo podziała lepiej niż woda. Co ci strzeliło do głowy, żeby wytykać niziołkowi jego wzrost? Życie ci niemiłe? – spojrzałem w stronę mówiącego. Poznałem go, to dzięki niemu nie byłem teraz nafaszerowany śrutem.

– Niziołek? Jaki do cholery niziołek? Wypiłeś za dużo? W jakiej knajpie barmanem byłby pieprzony niziołek?

-Jak to w jakiej? Przecież już ci mówiłem, jesteś w Karczmie pod Grzechoczącymi Kośćmi.

Mój wzrok chyba mówił sam za siebie, bo mój rozmówca pokręcił głową, prawdopodobnie z politowaniem, a potem bez większych problemów posadził mnie na ławie przy jednym ze stołów. Sytuacja wyglądała na opanowaną, wszyscy wrócili do sączenia piwa i rozmów. Przede mną także po chwili wylądował pełen kufel. Tajemniczy gość usiadł naprzeciw mnie.

– No dobrze… Powiedzmy, że jesteśmy w tej Knajpie pod Zgruchotanymi Kośćmi…

-W Karczmie pod Grzechoczącymi Kośćmi. – poprawił mnie nieznajomy i wziął solidny łyk.

– Niech będzie. Skąd ona się tu wzięła? – piwo wyglądało naprawdę zachęcająco, więc spróbowałem go bez dłuższego ociągania się. Musiałem przyznać, że było o wiele lepsze niż to, do którego przywykłem.

– Skąd się ona tu wzięła… To będzie dłuższa historia.

– Nigdzie się nie wybieram. – odparłem od razu. Powiedzieć, że mam parę pytań, było raczej eufemizmem. Skąd tu się wzięła ta melina? Nikt nie interweniował w sprawie tego całego żelastwa wbitego w ścianę? Nikt nie wezwał policji po tym, jak ten dzie… niziołek zaczął strzelać? I skąd ta cholerna kość na środku? Cała rzecz zaczynała mnie interesować coraz bardziej. – Postawię następną kolejkę.

– Pięć. – rzucił spoglądając znad kufla.

– Pięć. – potwierdziłem od razu – Zaraz, zaraz, co, aż pięć?! Ale ja….

– Widzisz, był taki czas, kiedy nie było takiego miejsca jak to. Takiego, gdzie możesz wpaść, złapać oddech między jedną robotą a drugą, pogadać, a przede wszystkim napić się czegoś, co nie byłoby szczurzymi szczynami… No więc, pewnego dnia, ktoś wpadł na pomysł, że takie miejsce by się przydało, no i w dodatku można by na tym zarobić. W sumie, to nie był ktoś, bo karczmę założyli w trójkę.

– Kto? – zaraz pożałowałem mojego pytania, bo zostałem zgromiony wzrokiem. Najwyraźniej nie lubił, jak mu się przerywało.

– Było ich trzech. Musisz wiedzieć, że to nie byli pierwsi lepsi, o nie nie. Jak będziesz miał odrobinę szczęścia, może kiedyś ich tu spotkasz. Tutaj najłatwiej spotkać tego, którego nazywają Pax. Wyciąga najlepsze trunki, a, no zazwyczaj ma jakiś instrument, jak na barda przystało. Drugi, z tego, co mi wiadomo, właśnie nad księgami siedzi i usiłuje pisać, więc raczej go tu nie uświadczysz, póki nie skończy. Chyba, że będzie szukał inspiracji… – tu spojrzał na mnie znacząco i pociągnął solidny łyk- Uczony to człowiek, jeśli usłyszysz, że ktoś komuś doradza, a chwilę potem wynika z tego jakaś draka, możesz być pewien, że to był Rezo. A trzeci… Cóż, trzeci jest magiem, znanym jako Fallen. Zwykle przebywa u siebie, z takimi to nigdy nie wiadomo, co robią… To pewnie jego sprawka, to że karczma zmienia swoje miejsce. Staraj się nie podpaść nikomu z nich, bo raczej się tu już nie napijesz. A to najprzyjemniejsza rzecz, jaka z tego wyniknie…

W tym momencie spojrzałem na różne… narzędzia wbite w ścianę i głośno przełknąłem ślinę.

– W każdym razie, – kontynuował – znaleźli odpowiednie miejsce na założenie karczmy. Co prawda, giganci, ogry, trolle i inne podobne stwory lubiły grywać tam w kości, ale powiedzmy szczerze, nie były wielkim problemem. Przynajmniej nie dla tej trójki. Pozostało tamto trofeum – wskazał na środek izby – jeśli uda ci się wyciągnąć kość, możesz pić ile dusza zapragnie, a co najważniejsze, za darmo. Jeśli ci się nie uda, musisz zostawić swoją broń. Jak widzisz, póki co, nikomu się nie udało, ale możesz próbować. Był tu taki, co gadał, że wyciągnął wielki miecz ze skały, ale i jemu nie wyszło… Teraz nie ma ani miecza, ani kości, ani tym bardziej piwa. Ale to dopiero początek historii… Widzisz go? – wskazał w głąb karczmy.

– Kogo? – jako że gospoda była praktycznie pełna, nie miałem pojęcia, kogo może mieć na myśli.

– Jak to kogo? Dextera. Siedzi o tam, w rogu. Dopiero co wrócił z wyprawy, strasznie narzekał na głupotę swojej drużyny… Nie wspominając o tym dziwactwie, które przyniósł… Leży na stole obok niego, złota, sękata pałka, jakiś klucz, czy broń. Podobno to ustrojstwo jest przeklęte i wraca do niego za każdym razem, jak chce się go pozbyć. Wracając do tematu, on… – w tym momencie mój rozmówca zawiesił głos i spojrzał wymownie na pusty kufel. – Chyba wiesz, co z nim zrobić?

Jęknąłem w duchu, gdyż uświadomiłem sobie, że czeka mnie spotkanie z karczmarzem. Wziąłem oba kufle i krokiem skazańca ruszyłem w stronę kontuaru…




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier