Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

24

Lut 11

„Koniasz: Wilk Samotnik” – tom II, recenzja

Po przeczytaniu drugiego tomu Koniasza dosyć długo zastanawiałem się, jaką formę powinna przybrać niniejsza recenzja. Czy zupełnie odciąć się od pierwszego tomu i skupić tylko i wyłącznie na drugiej odsłonie najnowszych przygód Wilka Samotnika, czy też wręcz przeciwnie – stosować liczne porównania do części pierwszej. Ostatecznie postanowiłem napisać nową, wspólną recenzję dla obydwu tomów, gdyż obie książki można śmiało połączyć w jedną, i nikt nawet nie zauważy momentu „przejścia” pomiędzy tomem pierwszym, a drugim.

Od tego właśnie zacznę. Drugi tom jest napisany w takim samym stylu jak część pierwsza, a przejście między tomami jest tak płynne, że w zasadzie niezauważalne. Mógłbym pokusić się o śmiałe stwierdzenie, że Żamboch najpierw napisał powieść pt. Koniasz – Wilk Samotnik, a później mniej więcej po środku przeciął ją na pół dla celów czysto wydawniczych i handlowych. Oba tomy można połączyć w jedną, grubą księgę. Sam osobiście bardzo chętnie nabyłbym ponad 700 stronnicową książkę traktującą o przygodach Koniasza. Może jest to pomysł wart rozważenia?

Co nas jednak spotyka w drugiej odsłonie Koniasza? O ile w pierwszym tomie poruszamy się jedynie w obrębie Krachtiburga, o tyle drugi tom, na dość długo, przenosi nas na mroczne bagna, pośród których skrywa się dawno zapomniana, pełna skarbów i tajemnic forteca czarodziejów. Mamy tutaj znacznie więcej magii, a także o wiele więcej samego Koniasza, któremu przychodzi zmierzyć się z najgroźniejszym niebezpieczeństwem, jakie do tej pory stanęło na jego drodze.

Największy wróg nie czai się jednak za rogiem ze sztyletem w dłoni, lecz w nas samych, głęboko ukryty, czekając na właściwy moment do przypuszczenia ostatecznego ataku na nasze jestestwo. Koniasz musi zmierzyć się z własnymi słabościami i najgorszymi lękami. Odbyć długą, niebezpieczną wewnętrzną podróż, na której końcu będzie musiał stoczyć wyniszczającą walkę o coś więcej niż życie. O swoją tożsamość i nieśmiertelną duszę.

Oba tomy charakteryzują się niezwykłym kunsztem literackim. Opisy postaci i miejsc są barwne, dokładne, a do tego niezwykle pobudzające naszą wyobraźnię. Język, którym operuje autor jest niezwykle rozbudowany i stanowi nie tylko o jego wysokim kunszcie pisarskim, ale i ponadprzeciętnej inteligencji. Pośród codziennej mizerii literackiej, z którą trzeba nam się stykać, Koniasz jest jak lśniący brylant pośród bazarowej tandety. Bogate w metafory, momentami poetyckie opisy to coś, z czym nieustannie się stykamy podczas lektury tej powieści. Jako przykład może nam tutaj posłużyć chociażby poniższy fragment:

Na chwilę wszyscy zamilkli, bębnienie kropel w okno brzmiało jak przypomnienie o czasie, który upływał nam wszystkim. Później nadeszła ciemność, ostatnie resztki kruszącego się, sypkiego zbocza nad niezgłębioną przepaścią, chrząszcze z diamentowymi żuwaczkami pożerające moje myśli. Drgnąłem. Ponowne wspomnienie tego okresu, gdy…[…]

Czytanie Koniasza to uczta nie tylko stricte literacka, ale również intelektualna. W tym miejscu duże pochwały należą się tłumaczowi książki, panu Andrzejowi Kossakowskiemu, który ze swojego zadania wywiązał się znakomicie. Wyrazy głębokiego uznania dla Pańskiej pracy.

Podczas recenzji pierwszego tomu wspominałem, że Żamboch prowadzi jednocześnie wiele rozbudowanych wątków, które wzajemnie się przenikają. Bałem się, że na późniejszym etapie książki autor pogubi się w tej całej pajęczynie różnych historii, ale na szczęście do tego nie doszło. Cały bieg wydarzeń od samego początku, po ostatnią stronę jest dokładnie zaplanowany i realizowany z żelazną konsekwencją. Nie ma tutaj mowy o żadnej pomyłce, czy też przysłowiowym „łataniu” wątków, które w pewnym momencie się rozbiegają. Kawał solidnej, przemyślanej roboty.

Jeszcze raz podniosę tutaj jedną, szalenie istotna kwestię. Żamboch napisał bardzo dobrą, i przede wszystkim spójna książkę. Zastosowanie przez autora krótkich rozdziałów zasługuje na szczególna uwagę. Dzięki temu powieść, która bądź, co bądź jest bardzo rozbudowana, staje się dla czytelnika prosta w odbiorze. Jesteśmy na bieżąco ze wszystkim, co się dzieje w książce. Zdecydowanie wolę ten sposób narracji, od tego gdzie przez 100 stron jesteśmy z jednym bohaterem, a przed drugie 100 z innym, podczas gdy sukcesywnie zaciera się w naszej pamięci to, co się działo z tym pierwszym. Dzięki temu nie zapominamy, co się wydarzyło wcześniej i zagrożenie, że umknie nam coś istotnego z punktu opisywanej historii jest o wiele mniejsze. Napiszę to jeszcze raz. Wyraźnie. Koniasz stanowi spójną i nierozerwalną całość, a dzięki temu czyta się go wyśmienicie i tym trudniej jest się od niego oderwać.

Znalazłem jednak jedną rzecz, do której muszę się przyczepić. Nie jest jednak to nic związanego z autorem, czy też z samą treścią. Tym razem dostanie się troszkę wydawcy. Mianowicie format obu tomów Koniasza jest większy od tego, który był do tej pory stosowany przez Fabrykę Słów. W wyniku tego Koniasz zdecydowanie odznacza się na półce pośród wszystkich innych książek Fabryki i wygląda to troszkę mniej estetycznie niż powinno. Niby jest to mała rzecz, ale jednak stanowi dla mnie pewnego rodzaju malutką skazę na pięknym diamencie.

Podsumowując wszystko to, co napisałem do tej pory mogę z całą stanowczością stwierdzić, iż Koniasz, Miroslava Żambocha jest niezwykle wciągającą, bardzo solidnie napisaną ksiązką. W dodatku jest to powieść napisana mądrze. Spójna, przemyślana fabuła, barwne opisy, oryginalne, niezwykle bogate wewnętrznie postaci, które zapadają w pamięć. W zasadzie brak jakichkolwiek przestojów i świetnie prowadzona narracja. Wielu autorów mogłoby się dużo nauczyć studiując warsztat literacki Miroslava Żambocha. Jest to proza najwyższych lotów. Z pełnym przekonaniem każdemu polecam przeczytanie najnowszych przygód Wilka Samotnika. Na pewno się nie zawiedziecie.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier