Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

22

Mar 11

„Łowcy”, recenzja

Gerlach Bolt action .700 nitro – armata zwana myśliwskim sztucerem. Odrzut nokautuje niczym bokser. Strzał powala szarżującego gigantozaura. Za mało, by być gwarancją przeżycia…

W tym świecie człowiek zjawił się jako drapieżnik. Szybko stał się ofiarą…

Za oknem było już ciemno. Mroźny wiatr uderzał w szyby okien, zawodząc niczym horda potępionych. Niewielka nocna lampka, jedyne źródło światła w małym pokoiku oświetlała białe stronnice książki. W ten oto sposób rozpocząłem czytanie Łowców Miroslava Żambocha i… nie zawiodłem się.

Autor powieści o Koniaszu przenosi nas tym razem do odległej prehistorii, plus minus 110 milionów lat wstecz, do czasów, kiedy po ziemi chodziły dinozaury, a nasza planeta w ogóle nie przypominała znanej nam Ziemi. Niekończąca się dżungla, przecinana od czasu do czasu sawannami i wyschniętymi korytami rzek. Wulkany, wielkie gady, fantastyczne rośliny i klimat jak w szklarni. W zasadzie to nie jest nasza Ziemia, to zupełnie inny świat.

Ekspedycja doświadczonych myśliwych i naukowców wyrusza na niezwykłe polowanie. Odbywa podróż w zamierzchłą przeszłość, by zapolować na największych i najgroźniejszych drapieżników, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi. Na wielkie krwiożercze potwory. Na dinozaury.

Żamboch przyzwyczaił nas, że kreowane przez siebie postaci rzuca w wir niezwykłych wydarzeń, z którymi nie poradziłby sobie żaden zwykły człowiek. Bardzo lubi testować swoich bohaterów w ekstremalnych sytuacjach i nie inaczej jest tym razem. Jedyna różnica polega na tym, że główny bohater nie jest niezrównanym szermierzem, czy też doświadczonym najemnikiem. Nie ma też specjalnych magicznych zdolności. Jest zwykłym człowiekiem. Mało tego. Pośród wszystkich postaci występujących w książce to właśnie on jest tym najmniej doświadczonym i najbardziej narażonym na niebezpieczeństwa.

Nagle, ten młody naukowiec, w wyniku przypadkowego spotkania zostaje wyrwany z przed swojego komputera i trafia do istnego piekła na ziemi, gdzie każdy musi walczyć o przetrwanie. Walczyć, albo zginąć. Nie ma innej drogi, nie ma też odwrotu.

Muszę przyznać, że Łowców czytało mi się naprawdę dobrze i z dużą przyjemnością. Pomysł na książkę jest bardzo ciekawy, postaci, tak jak to u Żambocha bywa, są niezwykle barwne, posiadające własny, unikalny charakter oraz bogatą osobowość. Pisarz doskonale oddaje relacje międzyludzkie i kształtujące się między nimi więzi. Nienawiść, zazdrość, pożądanie, ambicję i strach. Jak nikt inny Żamboch potrafi nadać swoim bohaterom „prawdziwość”, rzadko spotykaną u innych autorów.

Z początku troszkę deprymowała mnie objętość książki. Ponad pół tysiąca stron budzi respekt. Szybko jednak okazuje się, że jest to bardzo, bardzo mało, bowiem czytając Łowców cyferki na dole stron zmieniają się z iście diabelską szybkością. Książka potrafi wciągnąć opisywaną w niej historią. Poza tym powieść czyta się wygodnie. Podobnie jak w przypadku innych swoich książek, tak i tutaj Żamboch nie przesadza z długością poszczególnych rozdziałów, dzięki czemu lekturę można przerwać w dogodnym dla siebie momencie, a później bez problemu do niej wrócić i kontynuować. Jeżeli komuś uda się od niej oderwać oczywiście…

Jest to również pierwsza z książek Żambocha, którą miałem przyjemność czytać, a w której bardzo wyraźnie uwidacznia się wykształcenie autora. Jest on w końcu fizykiem jądrowym, a w Łowcach nie brakuje fachowych zwrotów i teorii naukowych mało znanych przeciętnym zjadaczom chleba. Kilka razu musiałem sprawdzać znaczenie terminów używanych przez pisarza i z rosnącym respektem kontynuowałem czytanie, gdy okazywało się, że ta cała skomplikowana sieć nazw i zwrotów ma sens jako całość, a autor na prawdę wie o czym pisze. Poza tym Żamboch odrobił prace domową, którą było dokładne zapoznanie się z wiedzą paleontologiczną przed zabraniem się do pisania książki, której akcja w większej części dzieje się właśnie w zamierzchłej przeszłości.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą należy poruszyć. Sama historia przedstawiona w Łowcach wydaje się z początku banalna i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, co się w niej wydarzy. W momencie, kiedy już nabrałem pewności, że dokładnie przejrzałem tę powieść i nic mnie w niej nie zaskoczy to… wszystko nagle wywraca się do góry nogami, a autor wprowadza elementy science fiction, których po prostu nie można się było spodziewać. Nagle charakter i sens powieści zupełnie się zmienia, toteż do wszystkiego, co już zostało tutaj napisane trzeba dodać, że książka lubi zaskakiwać nieprzewidywalnymi zwrotami akcji.

Miroslav Żamboch i tym razem nas nie zawodzi, a Łowcy są porządnym kawałkiem literatury. Bardzo dobrze kreowane postaci, naukowe i rzetelne podejście do opisu świata sprzed ponad 100 milionów lat. Zaskakujące zwroty akcji i bardzo dobra narracja, ale przede wszystkim wciągająca i interesująca historia, z którą ciężko było się rozstawać po dotarciu do ostatniej strony. Tym bardziej miło było mi przeczytać ostatnie zdanie, kończące tę powieść, a które pozwolę sobie teraz przytoczyć:

Ciąg dalszy nastąpi…




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier