Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

14

Wrz 13

„Niuch” Terry Pratchett – recenzja

352x500Terry`ego Pratchetta przedstawiać nikomu nie trzeba. Każdy miłośnik literatury nie tylko fantastycznej doskonale zna to nazwisko. Świat, który wykreował śmiało można określić mianem kultowego, a każda nowa książka sprzedaje się jak świeże bułeczki.  Przy takiej literackiej płodności nie trudno jednak o wpadki. Jak więc na tle całej serii wypada najnowsza powieść pt. „Niuch”? Spieszę z odpowiedzią, na początek jednak słów kilka o fabule.

 

Głównym bohaterem jest nie kto inny, jak jedyny i niepowtarzalny Samuel Vimes. Człowiek, który wspinał się po szczeblach kariery dosłownie od zera uzdrawiając przy okazji funkcjonowanie aparatu policyjnego oraz podnosząc swój status społeczny. Vimes za sprawą swej uroczej małżonki udaje się na zasłużony urlop do wiejskiej rezydencji. Wieś jednak szybko przestaje być urokliwa i sielankowa, gdy okazuje się, że popełniono przestępstwo. Przyjdzie mu zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem…

 

Sławnych pisarzy zwykłam traktować zawsze z rezerwą. Lata czytelniczej praktyki pokazały, iż dorobek literacki nie zawsze jest wielki i godny uznania. Często jest to tylko echo kilku dobrych powieści rozprzestrzeniające się dzięki nazwisku, które stało się marką samą w sobie. Wiele razy sparzyłam się sięgając po książkę tylko dlatego, iż autor jest znany. „Niuch” był dla mnie wyzwaniem. Musiałam, podobnie jak Vimes, zwalczyć własne uprzedzenia i pozwolić Pratchettowi pokazać co ma tym razem do zaoferowania. Po lekturze powieści miałam spory dylemat. Byłam zadowolona z ponownego spotkania z ulubionym komendantem, z możliwości poznania go w nowym świetle, śledzenia jego wewnętrznych rozterek. „Niuch” nie zawiódł mnie również pod względem językowym. Lekkości i płynności nie brakowało, zgrabne dialogi i opisy pozwalały przejść przez powieść niczym rozgrzany nóż przez masło. Mimo całej mojej sympatii do autora muszę zaznaczyć, iż książka na tle serii wypada słabo. Zdecydowanie brakowało mi  specyficznego humoru tak charakterystycznego dla Pratchetta. Dobre żarty policzyć można na palcach jednej ręki. Co otrzymujemy w zamian? Oczywiście ważne wartości, a wśród nich m.in. aby nie traktować innych przedmiotowo, aby być tolerancyjny, szanować innych oraz inne wielokrotnie już przekazywane. Wszystko okraszone, jak dla mnie zbyt moralizatorskim tonem. Choć książkę bardzo szybko się czyta, nie jest to zasługą wartkiej akcji. Celowy zabieg spowolnienia wydarzeń, choć świetnie podkreśla różnicę między wsią a miastem, może być denerwujący. Punkty zwrotne nie powalają na kolana, a i schemat „dobro zawsze zwycięża, winni zostają ukarani” mógłby zostać zmodyfikowany. Zaczyna brakować mi prawdziwego elementu zaskoczenia. Mam szczerą nadzieję, iż następna powieść Pratchetta będzie dużo lepsza pod tym względem. Niestety potwierdza się teoria, że nazwisko nie zawsze oznacza dobrą jakość na wysokim poziomie. Liczę na szybkie opuszczenie przez autora tej mielizny i wypłynięcie ponownie na szerokie wody literackiej twórczości.

 

Aby nie było tak gorzko dodam, że znalazłam dwa aspekty, które wybraniają autora i udowadniają, dlaczego jednak warto zdecydować się na przeczytanie tej powieści. Pierwszy jest dość prozaiczny, mianowicie – rodzina. Otrzymujemy okazję aby przyjrzeć się dokładniej żonie komendanta – Sybil, oraz jego latorośli. Dając nam się lepiej poznać, stają się nam bliżsi, bardziej dostępni. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby Vimes wraz z rodziną byli kiedyś moimi sąsiadami. Są tak naturalni, że nawet niektórych mi przypominają.  Drugim atutem, o którym warto wspomnieć jest obraz wiejskiej społeczności. Butna arystokracja, zadufana w sobie, zaślepiona swoją wyższością staje naprzeciw ciemiężonym, poniżanym goblinom. Przypomniały mi się od razu  szkolne czasy i lektury, szczególnie ulubione „Szkice węglem”, do których chętnie bym teraz powróciła dzięki Pratchettowi.

 

Ciężko jest wypowiedzieć się na temat książki w całkowicie negatywny sposób. Zawsze uda się znaleźć jakieś pozytywy. Tak jest również w przypadku „Niucha”. Warto sięgnąć po książkę, choćby ze względu na inteligentną rozrywkę, której dostarcza. Brakuje jej często we współczesnej literaturze, a tu mamy ją podaną w bardzo przyjemnej formie. Autor wielokrotnie udowodnił, że jest doskonałym przemytnikiem ważnych wartości, uczuć i emocji. A co z leniwym klimatem powieści zapytacie? no cóż, każdy w końcu zasługuje na urlop J

 

 

 

 

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Niuch

Autor: Terry Pratchett

Oprawa: broszurowa

Liczba stron: 360

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier