Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

27

Paź 10

Recenzja DLC Lair of the Shadow Broker

Wygląda to tak, jakby sam Shadow Broker maczał palce w intrydze, która miała na celu powstrzymanie mnie przed graniem w tego DLC’ka. Faktycznie miał się czego obawiać, bo kiedy ja ruszam za kimś w pościg – trup ściele się gęsto. A zupełnie serio – nie po to gram w oryginalnym języku, wyłączam lokalizację i czasem nawet zmieniam wpisy by dać sobie wmówić że coś nie zadziała tylko dlatego, że mieszkam w Polsce :] Ale nie o tym przecież ma być recenzja. Kilka rad na temat instalacji tego DLC oraz moje przemyślenia na temat całego tego cyrku znajdziecie na końcu artykułu. Tymczasem wyluzujcie, nalejcie sobie kieliszek Turiańskiego wina i pozwólcie wprowadzić się w klimat najlepszego, jak na razie, dodatku do Mass Effect 2…

Totally Spectres!

Od kiedy dowiedziałem się, że moja ulubiona, niebieskoskóra pani archeolog jest na Illium, miałem nadzieję, że w końcu wstanie zza biurka i razem ze mną ruszy do akcji. Kiedy wreszcie do tego doszło, tempo naszego pościgu sprawiło, że całość DLC przeszedłem niemal na bezdechu. BioWare po raz kolejny pokazał, że jak chce i się postara, to potrafi zaskoczyć nawet starych wyjadaczy. Przede wszystkim wszechobecny jest klimat spisku, korporacyjnych intryg oraz płatnych zabójców czyhających na życie Shepard’a i Liary. Wszystko to, co w Illium najlepsze, znajdziemy tutaj. Wyjątkowo powstrzymam się od spoilowania Wam fabuły (Twoje szczęście! – przyp. Maritha), bo naprawdę – to trzeba przeżyć samemu. Tymczasem dodam, że zmiany w mechanice gry oraz mini epizod, w którym ścigamy się powietrznymi taksówkami, coraz bardziej upodabnia Mass Effect 2 do interaktywnego filmu, w którym jednak wiele zależy od naszej zręczności. Zapewne ucieszy Was także fakt, że Liara dołączy do nas jako cześć oddziału, nie tylko NPC. Pani doktor wyraźnie wydoroślała, spoważniała i nabrała kondycji fizycznej. Nie jest już wrażliwym chucherkiem, które ratowaliśmy z opresji w Proteańskich ruinach. Dodatkowo ilość cut-scenek i opcji dialogowych pozwoli nam nadrobić stracony czas zależnie od tego, czy miedzy Liarą a naszym Shepardem jest przyjaźń, romans, czy tez relacja czysto zawodowa. Tak ciasne upakowanie wrażeń i akcji w jednym dodatku sprawiło niestety, że jest on dość krótki. Chyba nawet odrobinę krótszy niż Overlord.

Jak za starych, dobrych czasów - Shepard i Liara wkraczają razem do akcji.

Zapytacie zatem pewnie, czy warto wydać na niego aż 800 punktów. Odpowiedz jest prosta – warto! Lair of the Shadow Broker jest trochę jak Witch Hunt połączony z Golems of Amgarrak w DA. Duża jego część pozwala nam rozwinąć nasze relacje z Liarą oraz stworzyć pomost miedzy pierwszą, drugą i nadchodzącą trzecią częścią gry. Pozwoli nam także poukładać sobie sytuację romansową oraz wyjaśnić ewentualny „skok w bok” (ach, Kelly;). Z drugiej strony, poziom trudności jest na wyższym poziomie niż wszystko, co widzieliśmy w ME2 do tej pory. Ludzie Shadow Broker’a są świetnie wyszkoleni. Kryją się jak mało kto, atakują znienacka i non stop rzucają nam pod nogi granaty ogłuszające. Koniec z bieganiem w ogniu walki – łeb za zasłonę, albo Ci go odstrzelą. Także walka z bossami będzie dużo ciekawsza niż przedtem- fazy, taktyka i całkiem niezłe AI stawiają poprzeczkę naprawdę wysoko. Na sam koniec dodam, że po przejściu dodatku, w nasze ręce trafi cała masa przydatnych informacji. Bazy danych Shadow Broker’a pełne są odpowiedzi na pytania i niedomówienia, jakie pozostawiły po sobie wątki z głównej kampanii ME2. Także możliwość zaproszenia Liary na pokład Normandii i spędzenia z nią kliku miłych chwil, znaczy więcej niż niektóre opcje romansowe, jakie dano nam w tej części gry, nie wspominając już o ważnych dla fabuły przemyśleniach Sheparda, które na bank zwiastują i zarazem wpływają na to, co czeka nas w Mass Effect 3.

Czekałem na to dwa lata!

Jak widać – szkoda, że zamiast postarać się i udostępnić ten dodatek Polskim graczom nawet bez lokalizacji, wmówiono nam, że nie będzie on działać. Zwłaszcza, że jest to DLC tak ważne dla fabuły całej sagi Mass Effect. Mimo to nie obwiniajcie zaraz ani BioWare, ani EA Polska. Bynajmniej nie jest to ich celowe działanie ani złośliwa akcja mająca na celu wyłączyć Polskę z kręgu „uprzywilejowanych”. Podejrzewam, że umowy lokalizacyjne przewidują pewne klauzule w stylu „wydacie wszystko z lokalizacją, albo wcale”, a potem okazuje się, że jakaś część lokalizacji nie może być przeprowadzona ze względu na brak czasu lub funduszy (zwłaszcza, gdy przedsięwzięcie okaże się nieopłacalne, bo liczba osób ściągających DLC nie jest satysfakcjonująca). Jak dla mnie jest to kolejny argument,
by trzymać się oryginalnej wersji i nie dać sobie w niej grzebać „specom od lokalizacji”.

Ocena: 9/10
Ten dodatek to mus dla fanów serii. Szkoda, że pożera aż 800ptk ale nie będziecie żałować!

PS: Instrukcje jak zainstalować to DLC musicie niestety znaleźć sami, lecz wujek Google jest po waszej stronie, a cala operacja jest prosta i przyjemna. Aha, sugeruje opcję ze zmianą wpisów – wtedy możecie instalować z instalatora bez potrzeby bawienia się w ręczne wypakowywanie.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier