Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

3

Maj 11

Recenzja DLC: The Exiled Prince / The Black Emporium

Sebastian

Od premiery Dragon Age 2 minęło już kilka długich tygodni. Najwyższy czas rzucić okiem na pierwsze DLC, jakich doczekał się ten tytuł. Do tej pory (a właściwie już w dniu premiery) udostępniono nam nowe miejsce na mapie Kirkwall czyli Black Emporium. Jest ono dostępne za darmo dla wszystkich, którzy kupili grę przed wygaśnięciem promocji (znajdujący się w pudełku z grą kod promocyjny ma datę ważności do końca marca 2012). Podobnie jak to było w przypadku DLC Stone Prisoner do DA:O – jeśli ktoś zdecyduje się na zakup gry w późniejszym terminie lub odkupi grę, której kod promocyjny już wykorzystano – będzie musiał wydać 800 punktów BioWare. Do specyfiki tego dodatku wrócimy za chwilę, lecz najpierw skupimy się na „dodatkowym towarzyszu” który był dostępny za free w DA2 Signature Edition oraz, jak się później okazało, za 560 punktów BioWare. Tym towarzyszem jest Sebastian Vael, bohater dodatku The Exiled Prince – książę o głębokiej wierze, która kłóci się z palącą go chęcią zemsty…

Lady Hawke i Sebastian Vael

Sebastiana poznajemy już przy pierwszej wyprawie do wrót Zakonu w Kirkwall. Oznacza to, że zakup/instalacja tego DLC ma sens jedynie na początku gry, lub przynajmniej – nim skończymy pierwszy akt (więcej o podziale na akty w Meagrecenzji DA2). Z ogłoszenia przybitego na tablicy przez naszego księcia dowiadujemy się, że wyznaczył nagrodę za głowy najemników odpowiedzialnych za śmierć jego rodziny. Misja jest tak boleśnie liniowa, że wykonałem ją… przez przypadek. Zwyczajnie, zabijając grupki przeciwników tu i ówdzie zostałem poinformowany, że misja została ukończona i w siedzibie Zakonu pojawił się możliwość zdania raportu Sebastianowi. Rozmowa z nim nie wniosła nic nowego, trochę złota wpadło do kiesy i tyle. Zupełnie nic ciekawego. Dowiadujemy się jedynie, że książę służy teraz Zakonowi i jest mocno związany z siostrą przełożoną. W drugim akcie Sebastian dołącza do nas na stałe, sam z siebie i bez żadnej misji rekrutacyjnej. Od tej pory możemy go ze sobą ciągać gdzie chcemy. Jako w pełni oskryptowana postać posiada unikalne reakcje na różne wydarzenia które będą miały miejsce w trakcie gry. To jest duży plus. Niestety jest to także jedyny plus. Misja którą w drugim akcie zleca nam książę polega na wyprawie do domu rodu odpowiedzialnego za masakrę jego rodziny. Gdy już spodziewałem się ciekawej i zawiłej fabuły moje nadzieje posypały się jak kruche, witrażowe szkło. Nie zamierzam wam mówić co wydarzy się w owym domu, ale po kilku pierwszych minutach w środku będzie to tak przewidywalne, że aż Was zaboli. Po kilku kolejnych minutach misję mamy za sobą i jedyne co nam pozostaje to pytanie: dlaczego ponad połowa misji w Kirkwall odbywa się wokół jednego schematu?! Jasne – ma to swój klimat (do czasu) i jest ważne dla fabuły całej gry ale nadużywanie pewnych motywów jest zwyczajnie nudne i mocno osłabia potencjał fabularny.

"Męska Leliana" czyli Książe na wygnaniu...

Sam Sebastian jest postacią raczej nijaką. Mój kolega określił go mianem „męskiej Leliany„. Nie miałem pojęcia jakże trafne będzie to określenie, aż do przejścia gry z Sebastianem w drużynie. O ile Leliana miała swój urok, snuła opowieści i można było ją ustawić „do pionu” w misji z Marjolaine – nasz książę nie posiada żadnego z tych atutów. Jest co prawda postacią romansową (tylko dla kobiet) ale czeka nas niemiła niespodzianka. Jako osoba z fiołem na punkcie Andraste i jej Zakonu złożył on śluby czystości… Przykro mi drogie panie – seksu nie będzie :] W końcowej fazie gry Sebastian dodaje kilka ważnych dialogów jeszcze bardziej utrudniając nam ogarnięcie chaosu finału trzeciego aktu. Mimo to jego zachowania są irytujące i ciężko pozbyć się wrażenia, że facet jest… emo, eksplodując przerysowanym dramatyzmem tam gdzie potrzeba zimnej krwi i prawdziwego charakteru. Koniec końców jest to nieciekawa postać, na którą nie wymienił bym nikogo z drużyny. Jeśli kupiliście Signature Edition – jasne, dajcie mu szansę. Jeśli nie – niczego nie straciliście – poczekajcie z wydawaniem punktów na coś ciekawszego…

Ocena: 3/10

Antykwariusz, Hawke i Isabella

Black Emporium ratuje trochę honor BioWare nadszarpnięty osobą księciunia. Jest to swoisty gabinet osobliwości prowadzony przez zagadkowy byt tytułujący się Antykwariuszem. W Emporium możemy znaleźć trochę przedmiotów do zabrania za darmo (sprzedając je zyskamy zastrzyk gotówki wyjątkowo przydatny na początku gry). Jest tu także spory wybór drogich przedmiotów znacznie przewyższających to co możemy kupić w normalnych sklepach, a czasem nawet to, co zdobywamy w trakcie misji. Sporą część galerii Antykwariusza zajmują nietypowe przedmioty jak np. rzeźba nagiej Andraste. To stanowczo nie jest widok którego możemy się spodziewać w świątyniach Zakonu, a Sebastian na pewno poczuł by się zgorszony. My natomiast możemy posłuchać uszczypliwych uwag naszego gospodarza dotykając tego oraz innych eksponatów, które będziecie musieli odkryć sami. Można tu także nabyć eliksir którego wypicie pozwala nam na ponowne rozdzielenie punktów cech i umiejętności. Zatem jeśli w połowie gry poczujecie, że pora na odmianę – nic nie stoi na przeszkodzie by zupełnie przebudować swoją postać. A skoro o tym mowa – w Emporium stoi także bardzo ciekawe lustro. Spojrzenie w nie umożliwi nam modyfikację twarzy naszej postaci. Jeśli przy jej tworzeniu o czymś zapomnieliście lub zechcecie zmienić fryzurę, kolor oczu czy kształt nosa – wszystko to jest możliwe i to bez pomocy chirurgii plastycznej. Zaszczyt posiadania zaproszenia do Black Emporium (posiadają je tylko wybrani) umożliwi nam także zdobycie ogara Mabari, więc jeśli lubiliście biegać z tą bestią w DA:O – to DLC jest stanowczo dla Was. Jedyny minus to fakt, że przez całą grę niewiele się w tym miejscu zmienia, wiec z czasem zaczniemy je odwiedzać dużo rzadziej lub wcale.

Ocena 7/10





Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier