Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

17

Cze 10

Recenzja DLC Overlord

Overlord

Sama nazwa „Downloadable Content” (czyli w skrócie DLC) zawsze kojarzyła mi się z błyskotliwym sposobem na wyciąganie od graczy dodatkowej gotówki, oferując nie specjalnie warte swoich pieniędzy drobiazgi do ich ukochanych gier. Właściwie wszystko co dostaliśmy w pakiecie Sieci Cerberusa, jak i DLCki do pierwszej części Mass Effect utwierdziły mnie jedynie w tym przekonaniu. Tymczasem, Overlord czyli „Nadzorca” jak go przetłumaczono na nasze, wprawił mnie w nie lada osłupienie. Pisząc tę recenzję mam za sobą pełne wrażeń dwie godziny grania w najnowszy pakiet misji zaserwowany nam przez BioWare i gdy tylko skończę, odpalam mojego „drugiego Sheparda” i zaczynam jazdę od nowa…

No dobrze, pora na jakieś argumenty na poparcie powyższego entuzjazmu. Na początek garść faktów. Overlord jest pakietem misji, dodającym nowy układ gwiezdny do naszej mapy. Akcja dzieje się na jednej z czterech planet (pozostałe 3 można oczywiści wydoić wcześniej z surowców). Kompleks w którym przyjdzie nam zmierzyć się z tytułowym „Nadzorcą” jest podzielony na 4 stacje, a poruszanie się pomiędzy nimi umożliwi nam, znany z dodatku Firewalker, poduszkowiec Hammerhead. Warto zaznaczyć, że jego wirtualna inteligencja stara się być śmieszny niczym EDI, zauważając, że „widoki powinny spodobać się organicznym pasażerom” lub iż „kontakt z gorącą lawą generalnie nie jest wskazany”. Jeśli ktoś nie ruszył nawet Firewalker’a – sugeruję jednak to zrobić zanim zabierze się za Overlord, albowiem tutaj już nie będzie tłumaczenia zasad sterowania, a wyzwania nam postawione wymagać będą sprawnego manewrowania i znajomości osiągów naszej maszyny.

W tej bazie nawet ekspress do kawy może nagle Cię zaatakować!

W czterech stacjach badawczych, po których poruszamy się już tradycyjnie – na piechotę, czekają na nas zastępy… Gethów. Niektórzy z was pomyślą sobie „phi, skoro nic więcej niż oddziały Gethów na nas nie czyha, to misja będzie bułką z masłem”. Nic podobnego. Wspomniane oddziały zostały zhackowane przez wyjątkowo wredną sztuczną inteligencję mającą zwyczaj wydawania odgłosów jeżących włosy na karku. W szczegóły misji oraz samego projektu który stworzył szalejące teraz po bazie VI wprowadza nas dr.Archer którego spotkamy zaraz na początku misji – więc nie będę wam psuł zabawy i skupię się na widokach, fabułę pozostawiając do odkrycia wam. Po przejściu pierwszej lokacji byłem nie byłem jakoś specjalnie wgnieciony w fotel, jednakże podróż między stacjami oraz ich różnorodność szybko to nadrobiły. Spodziewałem się kolejnych nudnych obiektów laboratoryjnych Cerberus’a z ich sterylną atmosferą i sztucznym światłem, a tymczasem przyszło mi przebijać się przez elektrownię geo-termalną położoną na zboczu wulkanu oraz rozbity statek Gethów, skąd nasi naukowcy zbierali nieaktywne maszyny do badań. Lokacje są bardzo rozbudowane i mają własny odrębny klimat co przemawia ogromnie na korzyść tego dodatku. Ostatnia lokacja to spustoszone laboratorium, mające ten ukochany przeze mnie klimat „opuszczonej bazy kosmicznej, owianej nimbem tajemnicy i skrywającej mroczny sekret”. Mroczne korytarze, trupy i uszkodzone migające świetlówki w połączeniu z „mamrotaniem” Gethów i „krzykami” Overlord’a dają naprawdę upiorną atmosferę.

Jack ewidentnie czuje się tutaj jak u siebie w domu...

Podsumowując powiem, że ten dodatek bije na głowę oba DLC’ki do pierwszego Mass Effecta oraz całą zawartość pakietu „Cerberus Network”. Gdybym chciał być wredny powiedziałbym, że do tego wora można dorzucić misje lojalnościowe Mirandy, Thane’a, Garrusa i Jacoba, a Overlord i tak będzie ciekawszy. Krótkie fragmenty lotu Hammerhead’em są dużo ciekawsze niż cały pakiet Firewalker, a samo dopracowanie szczegółów lokacji jest na dużo wyższym poziomie niż to co miały do zaoferowania podstawowe misje w Mass Effect 2. Także sama długość dodatku jest satysfakcjonująca, bo jest to niemal tyle ile pierwsze cztery misje rekrutacyjne razem wzięte. Zakończenie was zaskoczy i wywoła zamierzoną rozterkę moralną. Ja ostatnie minuty spędziłem z japą tak samo rozwartą jak pod koniec głównego wątku ME2, a to naprawdę zdarza się u mnie rzadko. Jak zapowiadano, Overlord jest jednym z planowanych DLC’ków tworzących pomost między fabułą drugiej i trzeciej części sagi Mass Effect. Niezależnie od tego jaką decyzję podjęliście pod koniec ME2, Overlord utwierdzi was w przekonaniu dobrze spełnionego obowiązku lub zasieje w waszych sercach nowe obawy co do pojęcia moralności prezentowanego przez Cerberusa. Sugeruję jednak czytać między wierszami i pamiętać, że Illusive Man nie nadzoruje bezpośrednio każdego projektu, a decyzje przed którymi stajemy nigdy nie będą łatwe czy czarno-białe.

Ocena: 10/10

PS: Jest to DLC które zmieniło moje zdanie o tym typie cyfrowej usługi oraz zapewniło sporo świetnych wrażeń. Gorąco polecam!




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier