Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

5

Sie 13

Recenzja Stephen R. Donaldson – „Skoki”

Stephen R. Donaldson – „Skoki”  (Skok w konflikt/Skok w wizję, Skok w potęgę, Skok w szaleństwo)

images

Wznowienia powieści są zawsze dobra okazją nie tylko na odświeżenie biblioteczki, lecz także na zaopatrzenie się w ciekawe pozycje. Ze Stephenem Donaldsonem łączył mnie przelotny romans. Dziwnie to zapewne brzmi, ale najlepiej opisuje mój stosunek do pisarza. Dawno temu spotkałam mężczyznę, który swoją opowieścią o Thomasie Covenancie mnie zauroczył. Jako że ów pan posługiwał się bardzo zgrabnie słowem pisanym, a ja byłam zbyt młoda i głupiutka, przygoda ta zakończyła się dość nieprzyjemnie. Choć początkowo zachwycona, szybko znudziłam się poczynaniami Thomasa. Wznowienie „Skoków” jakie poczyniło ostatnio Wydawnictwo Mag uznałam za znak i postanowiłam dać jeszcze jedną szansę  mojemu nudnemu kochankowi. Potwierdziła się stara reguła, że do pewnych książek trzeba po prostu dojrzeć. Zadowolona z tak udanego powrotu, sięgnęłam szybko po space operę. Tyle jeśli chodzi o wstęp, czas bowiem przejść do rzeczy, czyli kosmicznego świata Donaldsona.

 

Na pierwszy ogień poszedł „Skok w konflikt/ Skok w wizję”. Przede wszystkim należy tu zaznaczyć, iż przy okazji reedycji na życzenie autora pierwsze dwa tomy zostały połączone w jeden. Uważam to za świetny zabieg tym bardziej, iż pierwszy jest tak naprawdę rozbudowaną nowelą liczącą sobie niecałe 150 stron. Historia w niej zawarta opiera się na trzech filarach, którymi są: Angus Thermopyle, Nick Succorso oraz Morna Hyland. Sama fabuła jest dość prosta, w ramiona oprawcy zostaje rzucona bezbronna ofiara na ratunek, której przychodzi wybawca. W tym miejscu autor postanawia się zabawić z czytelnikiem i za sprawą prostej zamiany ról, zaburzeniu równowagi między postaciami, czy poprzez niedopowiedzenia buduje historię dość prostą, a jednak przy tym niekonwencjonalną.

 

„Skok w wizję”, „Skok w potęgę” oraz „Skok w szaleństwo” są swoimi bezpośrednimi kontynuacjami. Aby nie psuć zabawy czytelnikom i nie zdradzać ważnych elementów fabularnych, powiem, że będą oni świadkami rzeczy niezwykłej. Pospolity konflikt między piratami urośnie do rangi międzygalaktycznej czy nawet międzyrasowej, a kolejne postacie pojawiające się na kartach powieści będą niczym oliwa dolana do ognia.

 

Cykl stworzony przez Donaldsona ma wiele mocnych stron. Przede wszystkim bohaterzy. To oni są zalążkiem całej niezwykłej opowieści, a właściwie nie tyle same postacie co ich psychika. Przemiany jakich jesteśmy świadkami szokują, przerażają, wywołują wstręt, budzą wątpliwości. Co myśleć kiedy kat staje się ofiarą, a wybawca nikczemnikiem? Kogo polubić, z kim tak naprawdę można się utożsamić? Pisarz żongluje postaciami, poświęcając im raz mniej, raz więcej uwagi, niczym wytrawny gracz odkrywa przed nami karty, których się nie spodziewaliśmy.  Czy Angus, zwyrodnialec i łajdak, może być aż tak zepsuty? Czy Nick jest przeciwieństwem Angusa? A może nie cofnie się przed niczym jeśli zajdzie taka potrzeba? Czym zawiniła Morna za  to ca ja spotkało? To tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czy głupota i zaślepienie? I jaką w końcu rolę odegrają Sorus Chatelaine, Faktura, Miolos czy Min? Wiele pytań, na które Donaldson skrupulatnie odpowie, grając nam przy tym na nosie niczym na trąbce, melodia zaś (gwarantuję!) będzie niezwykle absorbująca.

 

Skoki zdobyły moje serce również dzięki językowi i ciekawej fabule. Choć cykl bogaty jest w zawiłe intrygi, krwawe i brutalne sceny, a akcja niekiedy jest wręcz wybuchowa, to właśnie możliwość obserwowania psychiki bohaterów, śledzenia ich przemian wewnętrznych, doszukiwanie się motywów ich działań, sprawia, że seria ani przez chwilę nie traci na dynamice. Stąd już prosta droga do ostatniego i bodaj najważniejszego pozytywnego aspektu twórczości pisarza. Autor bowiem ani przez chwilę nie zaniża lotów, cały czas utrzymuje swoją prozę na bardzo wysokim poziomie, a kolejne tomy nie przynoszą rozczarowania, wręcz przeciwnie. Rzadko kiedy zdarza się aby udało się stworzyć coś tak równego. Zatem czapki z głów, ponieważ Donaldson dokonał tej trudnej sztuki.

 

Zwracając uwagę na sposób wydania Skoków, moje wrażenia nie sa najlepsze. Owszem, ilustracjom okładkowym nie mam nic do zarzucenia, wywołują jak najbardziej pozytywne skojarzenia. Z kolei papier i oprawa pozostawiają nieco do życzenia. Wygląd serii w zestawieniu z ceną wypada blado, ale! Cena w porównaniu z oferowaną treścią jest bardzo niska. Trudno zatem orzec „czy się opłaca”, jak dla mnie zawsze opłaca się kupować i przede wszystkim czytać tak dobre książki jakimi są m.in. Skoki.

 

Gorąco liczę na to, iż nadchodzący dużymi krokami „Skok w zagładę”, czyli zwieńczenie cyklu, będzie niczym uderzenie adrenaliny, pozostawiające czytelnika w stanie szoku jeszcze przez długi czas po lekturze. Czuję się trochę rozpieszczona świetnymi książkami stworzonymi przez Donaldsona i nie ustaję w modlitwach, aby te kolejne spotkanie również mnie nie zawiodło.  Nie trzeba być miłośnikiem science fiction aby czerpać przyjemność z tej lektury, wystarczy, że szuka się niesamowitej przygody i niebanalnej historii. Polecam!

 

Justyna Czerniawska

Moja ocena: 8,5/10




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier