Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

22

Lip 11

„Szamanka od Umarlaków”, recenzja

Recenzja autorstwa Zuzanny „Sue” Wnuk

Do debiutów, szczególnie tych powieściowych, zawsze mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony liczę na powiew świeżości, coś nieszablonowego i niebanalnego. Z drugiej, doświadczenie nauczyło mnie, że zwykle „Pierwsza Powieść” nie zwala z nóg. Nie obiecywałam sobie wiele po Szamance od Umarlaków, by się nie zawieść. Teraz mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że moje obawy były całkowicie bezpodstawne.

Już od pierwszych stron polubiłam styl autorki – dominuje w nim ironia oraz porządna dawka subtelnego humoru językowego. Nawet najbardziej nieczuły na sarkazm czytelnik będzie zmuszony go dostrzec, gdyż bezczelnie szczerzy zęby z każdej strony, więc jeśli ktoś ma na niego uczulenie, radzę się zastanowić nad tą pozycją. Pisarka pokazuje także swoje bogactwo językowe, jednak na tyle umiejętnie, że opisy nie dłużą się i nie nużą – ich długość jest po prostu odpowiednia.

To, co najbardziej mnie urzekło, to zajmujące i wciągające dialogi. Dużą zaletą jest ich naturalny charakter. Postacie mówią swoim charakterystycznym językiem, dzięki czemu trudno pomylić, czyją kwestię właśnie czytamy. Ważną rolę zajmują też towarzyszące dialogom emocje – bohaterowie mają rozbudowane życie wewnętrzne i nie chodzi tu o sentymentalność czy tkliwość w stylu Wertera. W Szamance od Umarlaków nie opóźnia to akcji, a dopełnia ją, dodaje autentyczności bohaterom, sprawia, że nie są papierowi, a pełni życia.

Wypadałoby tutaj wspomnieć coś o głównej bohaterce. Ida pochodzi ze staroświeckiej rodziny z magicznymi tradycjami, jednakże, jak to z latoroślami bywa, postanowiła się zbuntować i uciec od przyszłości, jaką wybrali dla niej rodzice. Wyrusza do Wrocławia, aby podjąć studia i wieść normalne życie, tak, jak powinno to mieć miejsce w XXI wieku. Tutaj właśnie zaczynają się jej perypetie. Czy można powiedzieć, że Ida ma pecha? Nie, to Pech ma Idę. To właśnie na tej postaci opiera się główna oś fabularna całej opowieści. Jako tytułowa szamanka od umarlaków, medium bez powołania, za to z awersją do duchów ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło. Czy tego chce, czy nie, wpada w wir zdarzeń, musi dać sobie radę z apodyktyczną mentorką, mnóstwem pałętających się dusz (czasami dopiero po chwili zdajemy sobie sprawę, że osobnik, z którym ma do czynienia Ida, jest tak naprawdę martwy), które jak na złość to właśnie ją upatrzyły sobie jako przewodniczkę na drugą stronę. Spotkamy między innymi zołzowatą właścicielkę mieszkania, złowieszczą i nieuniknioną sesją na studiach oraz agentów specjalnych z jednego z magicznych wydziałów. Mało? To dopiero czubek góry lodowej. Pomimo tego, Ida nie jest, ani nie próbuje być heroiczną bohaterką, pełną cnót, ratującą świat, wszechświat i zaświaty, przez co staje się o wiele bliższa czytelnikowi. Brak tu mdłych postaci – wszystkie, zarówno te żywe, jak i te trochę mniej, są bardzo wyraziste. Dodajmy do tego jeszcze bohatera epizodycznego, ale nieodłącznego – Pech nieustannie wtrąca się w życie Idy i z sadystyczną przyjemnością gmatwa jej losy coraz bardziej, a jeśli daje jej chwilę wytchnienia, to tylko po to, by uderzyć z jeszcze większym impetem.

Pewnym minusem książki jest powoli rozwijająca się fabuła – przez jakąś połowę powieści sunie dość niemrawo. Nie oznacza to całkowitej nudy – poznajemy zarówno Idę jak i jej nowych znajomych, zdarzają się komiczne sytuacje, jednak mogłoby to zrazić do dalszego czytania. Pomimo tego, że z początku akcja wydawała się dość przewidywalna, zdołała niespodziewanie pokazać swoje drugie oblicze i wciągnąć w wir wydarzeń, a także zaskoczyć w paru miejscach. Co ważne, fabuła jest konsekwentna, a rozwiązania spójne i logiczne, widać, że wszystko zostało wcześniej dokładnie zaplanowane. Nie śmiałabym zdradzać zakończenia, ale, szczerze mówiąc, czuję pewien niedosyt przez kilka niedopowiedzeń. Z drugiej strony, dzięki temu, mogę mieć cichą nadzieję na ujrzenie kontynuacji.

Podsumowując, Szamanka od Umarlaków to naprawdę dobry debiut i liczę na to, że kolejne książki Martyny Raduchowskiej będą trzymały ten sam poziom – na pewno zagoszczą na mojej półce. Nie jest to książka przełomowa, wątpię, by diametralnie zmieniła czyjeś życie, jednak jestem przekonana, że nie takie cele postawiła przed sobą autorka. Szamanka… nie jest książką wymagającą od czytelnika głębokiej zadumy nad sensem świata, człowieka i życia. Jest to książka, która zapewnia rozrywkę na odpowiednim poziomie, pozwala się odprężyć w chwili, gdy sądzimy, że większego pecha nie mogliśmy mieć w życiu. Perypetie głównej bohaterki okraszone specyficznym stylem wywołują uśmiech na twarzy i prowadzą do wniosku, że może jednak w życiu nie powodzi nam się najgorzej. W sumie, nic dziwnego – Pech poświęca za dużo energii na uprzykrzanie życia Idzie, by jeszcze zająć się nami. Zdecydowanie polecam na poprawę nastroju i czekam na więcej.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier