Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

18

Cze 12

Zasłona Kłamstw – recenzja

Z czym kojarzy Wam się Średniowiecze? Wiadomo: zamki, królowie, księżniczki, rycerze i tak dalej, i tak dalej… A co by było, gdyby rzucić na to okiem z nieco innej perspektywy? Z taką właśnie inicjatywą wychodzi Jeri Westersonon w powieści Zasłona Kłamstw, będącej pierwszym tomem cyklu Crispin Guest, Kroniki Ogara.

Autorka zalicza swój utwór do „średniowiecznego noir”. Musiałem trochę poszukać w sieci, zanim dowiedziałem się, co to w ogóle jest. Noir jest to gatunek filmowy powstały w Ameryce w latach 40 XX wieku. Cechuje się mrocznym klimatem, brakiem wyraźnego podziału na dobo i zło oraz postacią prywatnego detektywa. W tym przypadku jedynie bohater-detektyw wpisuje powieść w definicję gatunku.

Owym bohaterem jest Crispin Guest, angielski rycerz i przyjaciel możnych, który w wyniku intryg stracił tytuł, powodzenie, nadania… Czyli wszystko to, co jest ważne dla szlachetnie urodzonego. Mimo, że mieszka wśród plebsu, w jednej z najbiedniejszych dzielnic Londynu,  ma się za lepszego od wszystkich wokół. Wciąż sam siebie traktuje jak szlachetnie urodzonego, co wyjątkowo wyraźnie widać, kiedy Crispin zadurza się w prostej służce.

Aby zdobyć środki do życia Guest zajmuje się poszukiwaniem ludzi i rzeczy oraz zdobywaniem informacji, czyli wykonuje robotę prywatnego detektywa. Zdecydowanie jest on najmocniejszym elementem tej książki.

Znacznie mniej ciekawy jest świat przedstawiony. Akcja rozgrywa się w XIV wiecznym Londynie, ale mało średniowiecznie to wszystko wygląda. Nie czuje się „ducha” ciemnych wieków ani w opisach, ani w mentalności bohaterów. Akcja rozgrywa się gdzieś w przeszłości, gdzie latają ludzie w onucach i płaszczach. Oczywiście z nieodłącznymi mieczami przy boku. Można powiedzieć, że klimat zdecydowanie kuleje. Nie dopatrzyłem się też charakterystycznej aury Londynu. Gdzie są te tajemnicze zaułki pełne dymu, mroku i zagadek?

Akcja prezentuje się trochę lepiej. Zaczyna się dość typowo: bogacz zleca Cripsinowi śledztwo, po czym zostaje odnaleziony martwy. Szukając mordercy detektyw wplątuje się w intrygę, w którą zamieszani są wpływowi ludzie i tajemniczy artefakt. Pojawia się wiele wątków, które urozmaicają akcję. I całe szczęście, bo odnoszę wrażenie, że gdyby autorka oparła się jedynie na głównym problemie, książka była by strasznie nudna.

Podsumowując, mamy do czynienia z „beta wersją” Sherlocka Holmesa z elementami fantasy. Autorka próbowała dopasować swoja książkę do gatunku, który sama wymyśliła. Nie wyszło jej to najlepiej. Jak dla mnie 4/10. Cztery tylko ze względu na Cristina. No i dlatego, że w gruncie rzeczy czytałem już gorsze książki :)




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier