Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

20

Lut 10

Chrono zabójca

Zimny deszcz zwilżał pokrytą pożółkłymi liśćmi ziemie. Oleiste czarne chmury pokrywały całe niebo zakrywając księżyc w pierwszej kwarcie. Lekki wiatr potęgował dodatkowo chłód deszczowej nocy.

Eryk przemarzł do kości. Co chwilę musiał rozcierać rękę, w której trzymał latarkę. Zatrzymywał się wtedy na chwilę pod jakimś drzewem i przywracał krążenie w przemarzłej ręce. Patrol trwał przez to dużo dłużej niż zwykle. Chłopak miał dosyć tej roboty. W końcu wstąpił do Wermachtu aby walczyć z komunistami, a nie pilnować jakiegoś Gestapowskiego dygnitarza. Od sześciu miesięcy siedział w Warszawie. Nudził się tu jak diabeł na spowiedzi. Chłopak zatrzymał się pod kolejnym drzewem. Szczęście w nieszczęściu, że dostałem ten przydział, pomyślał. Do tej pory siedział na straży przy Pawiaku. Tam by dopiero zmarzł i zmókł. Tajny ośrodek Gestapo w puszczy kampinoskiej miał tą przewagę nad Pawiakiem, że były tu drzewa, pod które można było się schować. Można też było zapalić i napić się czegoś mocniejszego. Teren był duży i przez to podoficerom nie chciało się chodzić i sprawdzać wart, szczególnie w taką pogodę.

Coś zaszeleściło za plecami chłopaka. Eryk odwrócił się szybko. Poczuł potworny ból w sercu. Próbował krzyknąć, lecz ktoś zatkał mu usta. Zabójca położył delikatnie ciało chłopaka na ziemi. Rozejrzał się uważnie, czy nikt go nie słyszał. Szybko wyjął nóż z serca Wermachtowca. Do głównego budynku miał sto pięćdziesiąt metrów.

Ruszył wzdłuż żwirowej drogi kryjąc się między drzewami. Ciemny maskujący kombinezon czynił go niemal niewidocznym. Ominął wartownie przekradając się bezszelestnie obok dwóch zziębniętych wartowników. Po chwili znalazł się przy ścianie budynku. Jego cel był na drugim piętrze.

Zabójca był niewiele straszy od chłopaka, którego przed chwilą wysłał na tamten świat. Wyjął z kieszeni kamizelki taktycznej pudełeczko z wytrychami. Po kilku sekundach był już w środku budynku. Tylne wejście, przez które wszedł prowadziło do kuchni. Zza następnych drzwi słychać było chrapanie. Zabójca wyjął z kabury Berettę i dokręcił tłumik. Zaskrzypiały delikatnie drzwi. Strażnik się nie obudził. Nie obudził go też tłumik przy sercu. Jedynie dłoń w rękawiczce, która stłumiła jego krzyk tuż przed śmiercią zdołała go obudzić. Za późno.

Schody ze starego drewna nie skrzypiały ku radości zabójcy. Ale nawet jeśli ten dźwięk byłby, zostałby zagłuszony przez kobiece krzyki, które nie były na pewno krzykami bólu.
– Niektórzy mają na to czas. – Wyszeptał ze skwaszoną miną zabójca. – Mówię sam do siebie. Nie jest dobrze.

Jeszcze raz sięgnął po zdjęcie. Musiał mieć twarz celu przed oczami. Było już ich tylu, że nie chciał pomyłki.

Nagle w słuchawce w lewym uchu zabrzęczał alarm. Zabójca wiedział, że ma mało czasu.

Otworzył drzwi kopniakiem. Na łóżku pod oknem znajdował się jego obiekt w towarzystwie jakiejś kobiety. Nagi mężczyzna zerwał się z łóżka, lecz trzy kule w sercu przekonały go, że jest za późno. Kobieta upadła na podłogę. Rzuciła się po Lugera na stoliku. Pojedyncza kula udaremniła jej próbę ratowania się.

Zabójca podszedł do ciała mężczyzny. Strzał w głowę dał mu pewność, że cel nie żyje. Zdjął z pleców karabin szturmowy G-36 i ruszył po schodach w dół. Kiedy był w połowie drogi do drzwi, drewniane ściany przebiły serie z karabinów maszynowych.

Zabójca padł na ziemie i przeturlał się pod duży dębowy stół w kuchni. Przewalił go na bok. Nie była to dobra osłona, gdyż broń z której do niego strzelano, nie była z tych czasów.

– Cholera szybko się uwinęli.

Wychylił się zza osłony i puścił serię przez okno. W ciemnościach rozbłysła fontanna krwi. Na ziemię upadł ciężko niemiecki żołnierz z oddziałów Zeitsoldat.

Zabójca wyjął z kieszeni mały komputer wielkości kalkulatora. Wcisnął na nim przycisk z oznaczeniem „skok awaryjny”. Zaczęło się odliczanie do dziesięciu sekund. Potężna implozja wgięła drewniane ściany do wewnątrz.

– Wojtek. Żyjesz? – Głos profesora był przejęty.
– Spytaj mnie za pięć minut. – Zabójca odpowiedział, wstając ciężko z metalowej podłogi. – Co się stało? Nie mieliśmy od ciebie kontaktu od kilku godzin. – Na płytę maszyny czasu wbiegła ekipa medyczna. – Zanotowaliśmy tylko drugi skok do twojej linii czasu.

Zabójca otrzepał się z zadr i wiórów.
– Co ty robiłeś? Stolarnię inwigilowałeś?
– Taaa. Dwie stolarnie. – Ekipa ratunkowa stanęła za profesorem. Znali Wojtka zbyt długo,
żeby narażać się na kontakt z nim, bardziej niż profesor. – A wy czego tu? – Poruczniku, źle pan wygląda. Niech pan da się zbadać. – Nalegał profesor.
– Źle się czuje, bo znów nas namierzyli.
– Ale udało się ci wykonać misję. Przyszły generał von Kramer został wymazany z historii.
– Widząc pana minę zgaduje, że nie zmieniło to zbytnio naszego położenia.
– Nie. – Przyznał ze smutkiem profesor. – von Kramer nie wykonał egzekucji naszego
przyszłego premiera i nie spłodził dr Kramera, ale jego miejsce w tajnej radzie
faszystowskich naukowców zajął dr Gruman. Naziści i tak zwyciężyli w wojnie. Nawet dzień wcześniej niż poprzednio.

Zabójca założył karabin na plecy i ruszył do stołówki. Powiedzenie, że czas bywa nieubłagany nabrało nowego znaczenia Po raz kolejny.




1 Star2 Star3 Star4 Star5 Star (No Ratings Yet)
Loading...
Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier