Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

devil

20

lut 10

Historia pewnego Elfa

Moja historia rozpoczyna się w lasach tak odległych, że już zapomnianych. Tam się urodziłem, wśród drzew Tharinoru, najwspanialszego miasta elfów w dziejach. Od dziecka marzyłem o zostaniu magiem, tak też wstąpiłem do Akademii Magii Ziemi. Studiowałem tam przez ok. 150 lat.

Poznawałem tajniki i sztuczki związane z magią, do czasu. Pewnego dnia, niczym nie różniącego się od innych, do miasta przybiegł nasz zwiadowca. Okazało się, iż ogromna armia goblinów i orków maszeruje z zachodu. Ich ślady znaczyły śmierć i ogień, walka była nieunikniona. Wszyscy zdolni do walki zostali zmobilizowani, łącznie ze mną, była to pierwsza walka w moim życiu, walka o mój dom. Obie strony walczyły zażarcie, jednak orków wciąż przybywało. Miasto broniło się 6 dni, 7 miało upaść. Wtedy opuściłem swój posterunek i pobiegłem do wieży akademii. Wparowałem do mego pokoju, zabrałem niezbędne rzeczy i udałem się na sam szczyt szkoły magii. W jednym tylko celu. W komnacie położonej na ostatnim piętrze znajdował się pradawny artefakt, jedna z 5 ksiąg, Księga Ziemi. W środku na szczęście nikogo nie było, jednak księga chroniona była czarami, w końcu, cudem zdołałem przebić się przez magiczne osłony. Wziąłem księgę i gdy obróciłem się do wyjścia, zauważyłem w nim mojego przyjaciela ze szkolnej ławki� Przyglądał mi się przez chwilę, i po chwili zaczął skandować zaklęcie. Złapałem moją lekką kuszę, przewieszoną przez plecy i strzeliłem. Niestety Eliar zdążył skończyć zaklęcie i osłonił się magiczną tarczą przed bełtem. O to mi chodziło, zyskałem parę sekund, odrzuciłem kuszę na bok i zacząłem wypowiadać inkantacje. Byłem pierwszy, wyrzuciłem ręce do przodu a z mych palców wystrzeliły pojedyncze strumienie światła, które złączyły się w błyskawicę. Nie miał szans, po uderzeniu padł na ziemię, poparzony i z całą pewnością martwy� Tak mi się wydawało, jednak przechodząc obok jego ciała nie byłem już taki pewny. Wyskoczyłem z wieży i pobiegłem w stronę podziemnego tunelu, wszyscy walczyli, więc nikt mnie nie zatrzymał. Ucieczkę w mrocznym przejściu oświetlałem sobie magicznym światłem. Gdy wyszedłem na powierzchnię, jakieś półtora mili od miasta, niedaleko gór, widziałem płonące drzewa Tharinoru� Nie mogłem jednak zwlekać uciekałem dalej, choć me serce chciało walczyć za dom. Ale miałem artefakt, mogłem odbudować miasto. Myśl ta rozproszyła się, gdy zrozumiałem, iż nie posiadam wystarczającej wiedzy do jej odczytania. Wędrowałem ok. 5 dni, co chwila umykając patrolom goblinów. 6 dnia armia zawróciła z nieznanych mi powodów. Czułem ulgę, ale zajrzałem do plecaka, zapasy się skończyły� wędrowałem 2 dni bez jedzenia. W końcu zrozumiałem, że zaraz padnę z wyczerpania, więc zakopałem księgę w ziemi, zaznaczyłem jej pozycje na mapie i zapieczętowałem ją runem. Nie miałem więcej energii, padłem nie przytomny na szlaku. Ale to nie koniec mojej historii, tutaj ona dopiero się zaczyna…
Obudziły mnie gwar i promienie słońca przebijające się przez strzechę. Rozglądałem się chwilę i okazało się, iż leżę w łóżku w jakiejś chacie, a raczej na jej poddaszu. Było tam małe okienko. Czułem się w miarę dobrze, musiałem długo spać, bo zregenerowałem siły, mój ekwipunek leżał obok pryczy. Rzuciłem się na niego sprawdziłem czy jest w nim mapa, była, nietknięta, tak jak reszta wyposażenia. Krzyk z zewnątrz. – Pomocy!!! – kobieta, a może dziewczyna? Wyjrzałem przez okno. Od razu pobiegłem na dół, gdy znalazłem się w izbie niżej, nikogo nie było, więc wybiegłem na świeże powietrze. Zapach świeżej trawy pomieszany ze zwykłymi zapachami małej wioski oraz gwar i poruszenie wdarły się do mojej głowy. Przez chwilę oślepiło mnie słońce, ale gdy tylko widziałem wyraźnie podbiegłem do ludzi, gnomów i przedstawicieli innych ras kłębiących się wokół czegoś. Przedarłem się przez nich i zobaczyłem dwóch zbrojnych znęcających się nad kobietą. – Patrzcie, co dzieje się z tymi, którzy parają się czarną magią i nekromancją!- zaryczał ten większy, widocznie mądrzejszy, a zatem przywódca. Kobieta nie wyglądała na mrocznego maga, w istocie nie wyglądała nawet na kobietę zajmująca się czymś innym poza gotowaniem i służeniem w karczmie. Wszedłem do środka kręgu, obaj żołnierze stali przede mną, jakieś 5 metrów, za blisko żeby powalić obu, ale może…
- Hej szlachetny rycerzu! Macie jakieś dowody na jej winę?- zawołałem. Obaj opancerzeni spojrzeli na mnie, potem na siebie.
- Pewnie, że tak, widzieliśmy ją w nocy na cmentarzu!
- To żaden dowód.
- Nie mam czasu na pogaduszki z tobą…
- Chyba jednak znajdziesz, bo nie pozwolę na to bezprawie� młokosie.
„Rycerze” spojrzeli na siebie i rzucili się na mnie. Od razu zacząłem skandować zaklęcie. Zdążyłem, wyrzuciłem obie ręce w przód i magiczna energia stworzyła tarczę wokół mnie. Wojownicy wpadli na nią z całym impetem, odbili się od niej i padli na ziemię. Nadgarstki bolały od uderzenia, ale nie było czasu. Rozproszyłem zaklęcie i zacząłem inkantacje nowego. trwało to chwilę, gdy większy z rycerzy leżał nieruchomo- petryfikacja. – Lepiej zabierz go do garnizonu, zanim was zabije. – uniosłem ręce, a mniejszy z obrońców prawa, wystraszył się chwycił swego dowódcę za nogi i powlekł go wzdłuż traktu. Na szczęście, gdyby chciał walczyć pewnie by mnie zabił. Pomogłem wstać dziewczynie, leżącej niedaleko i powiedziałem żeby wracała do domu. Ta skinęła głową i odbiegła. Ludzie, i nie tylko, patrzyli na mnie jak na jakiegoś najgorszego bandytę, ja jednak wróciłem do swojej izby na poddaszu. Gdy się pakowałem przyszedł do mnie wójt wsi. Powiedział, że rycerze wrócą i to w większej liczbie i spalą wieś. Ja najpierw spytałem się o położenie wioski, potem powiedziałem, aby wójt kazał rycerzom szukać mnie w lesie, a jeżeli to by nie podziałało użył pnączy. Pnącze było małą ciągle wijącą się gałązką, która w kontakcie z ziemią zaczynała rosnąć tworząc wielkie pędy łapiące wszystko, co wpadnie w ich zasięg. Wręczyłem kilka wójtowi, po czym pożegnałem się i ruszyłem w miejsce gdzie miała być zakopana księga. Wróciłem na ten obszar i rozkopałem go, artefaktu nie było! Zmęczony oparłem się o drzewo. To poruszyło się, złapało mnie jedną z gałęzi i postawiło w innym miejscu, ciągle jednak przed nim. Był to dąb, ogromny, większy od wszystkich drzew w okolicy- dużo większy. Wpatrywałem się w jego pień i zobaczyłem drzwi� Drzwi? Tak, na pewno drzwi. Wszedłem, więc do środka. Dąb okazał się wielopiętrowym żywym mieszkaniem! Pełno było w nich krętych schodów, platform, nawet stołów i łóżek zrobionych z pnączy i gałęzi. Okazało się, iż drzewo wyrosło na zakopanym artefakcie, jednocześnie dobrze go strzegąc. Z czasem wyszło na jaw, że w moim nowym domu rany i schorzenia leczą się znacznie szybciej. W Cieniu Tharinoru, jak nazwałem mój nowy dom, zacząłem się powoli urządzać. Kupcy przejeżdżający przez pobliską wioskę, sprowadzali dla mnie towary, początkowo za pieniądze, później jednak za moje mikstury lub inne magiczne zabawki. W wiosce zaprzyjaźniłem się z wszystkimi mieszkańcami. Czasami bywałem w karczmie, relaksując się i odpoczywając od mojego laboratorium. W tej właśnie karczmie, „Pod Baryłką”, poznałem Ivora, najlepszego z mych późniejszych przyjaciół. Łowca ten niestety zginął dawno temu, po dziś dzień jednak w wiosce stoi nienaruszony pomnik z napisem „Dla tego, który zawsze miał odwagę. Namarie.”. Przez wiele lat miałem jeszcze dużo przygód i przyjaciół. Wiele drużyn, z którymi wędrowałem. Zwiedziłem wiele krain, dwa razy sadziłem dąb od nowa, gdyż potrzebowałem księgi na me wyprawy. Mimo sędziwego wieku i doświadczenia, nie poznałem artefaktu do końca, nadal wiele stron pozostaje przede mną pustych, i nadal czuję, iż Eliar żyje i mnie szuka, może mnie w końcu znajdzie…
Mam nadzieje, że nie…




Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree

Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier