Pod Grzechoczącymi Koścmi

Strona główna

MENU

SONDA

20

Lut 10

Ścieżka

Słońce zachodziło nad górami. Lekka szarówka zaczynała przykrywać zielone stoki. Mgły wypełniały kotliny przykrywając je zimnym puszystym kocem. Na zboczach robiło się coraz chłodniej. Lodowaty dreszcz przeszył Sławka. Chłopak przytulił się jeszcze bardziej do szarej skały. Kontem oka obserwował Szarego. Mężczyzna delikatnie wyjął zza paska granat. Kilka kamyków spadło ze stromej ścieżki kilka metrów niżej. Sławek naprężył się w oczekiwaniu. Ręce nerwowo zaciskały sztucer myśliwski. Za chwile miało się zacząć. – Ognia!!! – Szary cisnął odbezpieczony granat na patrol mutantów idących dołem.

Chłopaki z oddziału zaczęli strzelać na oślep w kierunku ścieżki. Krew zwilżyła wąski trakt idący środkiem zbocza. Żaden z mutantów nie zdołał odpowiedzieć ogniem.

– Franek, Gerfild i Jachu osłaniają. -Szary szybko ocenił straty wroga. Widać było że mężczyzna jest zadowolony. – Cichy do mnie. Sławek, Eva, Waw , Szczur i Max na duł zebrać sprzęt i sprawdzić czy któryś żyje.

Mała grupka ludzi ruszyła pędem w dół. Przy „przeszukiwaniu” poległych obowiązywała tylko jedna zasada, kto pierwszy ten lepszy. Po walce zawsze oddział był dzielony na dwie części. Pierwsza miała osłaniać i pilnować aby drugiej grupie podczas przeszukiwania nic się nie stało. Każdy oczywiście chciał być w drugiej grupie. Mutanci byli różnie wyposażeni. Czasem można było znaleźć prawdziwe rarytasy np. buty do wspinaczki, pistolet, mydło lub nawet puszkę coli. Franek niedawno opowiadał że kiedyś znalazł paczkę przedwojennych papierosów. Oczywiście nikt mu nie wierzył.

Najszybciej zbiegała Eva. Miała siedemnaście lat była ładna i świetnie znała góry. Jak każdy w oddziale przeszła swoje prywatne piekło. Nikt nie wiedział co się z nią działo podczas wojny i bombardowań. Nie chciała o tym rozmawiać. Gerfild mówił raz że Eva płace przez sen. Możliwe że dlatego zawsze śpi z dala od reszty oddziału. Tylko szary i Waw domyślali się prawdy ale woleli ją zostawić dla siebie.

Tuż za nią zbiegali Szczur i Max. Dwaj bracia. Obaj po szesnaście lat. Zawsze razem. Jak każdy w czasie wojny musieli szybko dorosnąć. Jak prawie każdy tu widzieli śmierć rodziców. Max miał wielką śliwe pod okiem. Był to prezent od Eve za jego zbyt wielką pewność siebie. Szczur od dwóch dni nabijał się z brata bo widział całe zajście.

Sławek uważnie ich obserwował. Wiedział że tam na dole może być nie przyjemnie jeśli bracia się pokłócą o zdobycz. Może dojść do bijatyki. Chłopak odwrócił się. Jedynym kto nie biegł na łeb na szyje był Waw. Wysoki silny osiemnastolatek. Zawsze spokojny i opanowany. Był trzeci po Bogu i Szarym w tym oddziale. Był kimś w rodzaju starszego brata. Dla niego walka była przeżyciem niemal mistycznym. Prawdopodobnie jako jeden z nielicznych w Górskich Oddziałach Obrony Pogranicza miał przed wojną jakoś styczność z regularnym wojskiem. Tylko dlatego że był cudzoziemcem aż z Krakowa nie był dowódcą.

Wyścig miał się ku końcowi. Jak zawsze w takich wypadkach pierwsza była Eva za nią Max i Szczur a na końcu Sławek. Waw nie brał udziału w zawodach.

– Daliśmy czadu. – Krzyknął Max. Jego wzrok namierzył już pierwszego trupa do złupienia. – Ja ściąłem trzech.
– Gówno prawda! – Eva przykucnęła przy pierwszy zabitym mutancie. – Twoja pierwsza serja poszła w prawo. Trafiłeś tego na końcu. – Dziewczyna pokazała palcem najbardziej poszatkowanego pociskami mutanta.
– Ty lepiej nic nie mów bo… – Chłopak nie zdąży. Karabinowa kula przecięła powietrze i trafiła chłopaka w szyje. Runął na ziemie. Ręce odruchowo próbowały zatamować krwotok.

W pierwszy momencie Eve Szczura i Sławka sparaliżowało. Świat nagle zatrzymał się. Jakby w zwolnionym tempie. Najpierw słychać strzał i echo wśród gór. Potem Max dostaje. Z rany cieknie obficie krew. Ciężki upadek na ziemie i nagle wszystko przyśpiesza kolejne kule przelatują. Krzyki gdzieś z góry. Kanonada. Eva jako pierwsza padła na ziemie. Karabin wypadł jej z rąk. Zaczęła się czołgać do wijącego się na ziemi Maxa. Kolejne kule padały wokół. Sławek skoczył do Szczura który jak wryty stał i patrzył się na rannego brata. To był jego błąd. Dwa pociski dosięgły celu. Ciałem Szczura rzuciło do tyłu. Martwy chłopak przygniótł pędzącego na ratunek Sławka.

Eva wyciągnęła opatrunek. Zaczęła się szarpać z Maxem który nie chciał oderwać rąk od rany. Wokół chłopaka rosła czerwona plama. Eva miała już całe ręce we krwi. Cała się trzęsła. Max chwycił ją za rękę. Bardzo mocno. W tym uścisku była zawarta cała wola do życia umierającego powoli chłopaka. Max nawet nie wiedział że jego brat już nie żyje. Sławek zaczął się wygrzebywać spod martwego Szczura. Tuż obok niego upadło kilka łusek od karabinu szturmowego.

– Wstawaj! – To był głos Wawy. Sławek aż podskoczył słysząc ten głos. W szarówce odnalazł swój karabin który wypuścił z rąk podczas upadku. – Osłaniaj Eve. Waw ruszył biegiem w kierunku skąd padały strzały. Adam mógł teraz trochę zorientować się w sytuacji. Ostrzeliwano ich zza załomu góry. Dokładnie stamtąd przyszedł oddział mutantów. Waw minął Eve i zaczął strzelać zza małej skały która ledwo go osłaniała. Dziewczyna w tym czasie trzymała umierającego Maxa którym zaczęły rzucać drgawki. Trup Szczura leżał dwa metry od Sławka. Dwie niewielkie eksplozje rozświetliły pole bitwy. Wszystko nagle ucichło. Strzały, świst kul. W uszach aż piszczało.

– Max… Max… odezwij się… Max ty gnoju nie rób tego. – Eva kiwała się lekko nad martwym Maxsem.
Sławek poczuł jak zbiera mu się na wymioty. Upadł na kolana. Ściskając karabin w ręku. Dopiero teraz zorientował się że wziął karabin Szczura a nie swój sztucer.
Do Eve podszedł lekko utykając Waw. W ręku trzymał manierkę. Zapłakana dziewczyna podniosła wzrok ale nie wzięła manierki.

– Waw dlaczego tak musi być? On był o rok młodszy od mnie.
– Tak musi być bo ktoś kiedyś o nas zapomniał. O przyszłych pokoleniach.




Współpracujemy
Q-workshop EA Polska Fabryka Słów Wydawnictwo Portal Cenega Kuźnia Gier