Rześki poranny wiatr omiótł twarz wędrowca odpędzając do reszty myśli o śnie. Blady świt to najlepsza pora na rozpoczęcie wyprawy. Stojąc na rozstajach podróżnik przyglądał się drogowskazom wiszącym na starym masywnym słupie. Rozmyślał, gdzie skierować swe kroki, gdy jego wzrok zatrzymał się na jednej z tablic – „Pod Grzechoczącymi Kośćmi”. Zalała go fala wspomnień z poprzedniego wieczoru. Radosny gwar współbiesiadników, długie rozmowy, brzęk monet i kareta na ręku, uśmiech jednej ze służebnych dziewek, smak piwa i zapach pieczonej dziczyzny – „Tak, wrócę tam na pewno” – pomyślał i ruszył w dalszą drogę nucąc pod nosem zasłyszaną wczoraj melodię.